czy warto kupic motocykl na ukrainie

Wykup ubezpieczenie assistance i AC! Przed wyjazdem samochodem za granicę warto zorientować się, jaki zakres terytorialny ma wykupione przez nas ubezpieczenie komunikacyjne. Polska polisa OC ważna jest na terenie wszystkich państw UE oraz kilku spoza struktur wspólnoty. Jednakże warto dodatkowo zabezpieczyć się przed skutkami różnych
Aby nie paść przypadkową ofiarą oszustwa warto skorzystać z pośrednictwa sprawdzonej firmy, która zajmuje się importowaniem aut i motocykli z Ameryki. Zakup pojazdu z USA tą drogą pozwoli zaoszczędzić dużo czasu i pieniędzy. Z pomocą przychodzi Atlantic Moto – firma, która pomoże Ci wybrać i kupić pojazd dopasowany do
Skip to content W niniejszym artykule zebraliśmy podstawowe informacje przydatne podczas poruszania się samochodem i motocyklem na terenie Ukrainy. Przed planowanym wyjazdem warto zapoznać się z treścią artykułu i odpowiednio wyposażyć samochód. Prawo jazdy Prawo jazdy wydane na terenie Polski jest ważne na terenie Ukrainy. Aby prowadzić samochód i motocykl należy mieć ukończone co najmniej 18 lat. Ubezpieczenie komunikacyjne Ubezpieczenie OC jest wymagane na terenie Ukrainy. Warto sprawdzić jego ważność przed wyjazdem. Przed wyjazdem na Ukrainę koniecznie należy wyrobić u ubezpieczyciela Zieloną Kartę. Dostępne paliwo Na terenie Ukrainy dostępne są benzyna bezołowiowa (95 i 98 oktanów), olej napędowy i gaz LPG. Benzyna ołowiowa jest dostępna. Można przewozić zapasowe paliwo w kanistrze. Karty kredytowe i debetowe są akceptowane w na większości stacji benzynowych. Przed tankowaniem warto sprawdzić czy jest możliwość płacenia kartą na danej stacji. Gotówka jest najczęstszą formą płatności wybieraną przez Ukraińców. Ograniczenia prędkości Poniżej zamieszczamy standardowe limity prędkości dla samochodów osobowych poruszających się bez przyczepy. Ograniczenia mogą zostać zmniejszone lub zwiększone za pomocą znaków. Teren zamieszkania 20 km/h Teren zabudowany 60 km/h Poza terenem zabudowanym 90 km/h Drogi ekspresowe 110 km/h Autostrady 130 km/h Osoby posiadające prawo jazdy krócej niż 2 lata nie mogą przekraczać 70 km/h. Światła mijania Światła mijania obowiązkowe są przez cały dzień w okresie od 1 października do 30 kwietnia. Dodatkowo światła mijania należy włączać w czasie ograniczonej widoczności. Motocykle Obowiązkowo należy ubierać kask w czasie jazdy na motocyklu lub skuterze. Pasażerami nie mogą być dzieci poniżej 12 roku życia lub o wzroście poniżej 145 cm. Pasy bezpieczeństwa Kierowca oraz pasażerowie są zobowiązani do zapinania pasów bezpieczeństwa. Nakaz nie obowiązuje w przypadku gdy pojazd nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa. Przewóz dzieci Dzieci poniżej 12 roku życia lub o wzroście poniżej 145 cm nie mogą być przewożone na przednich siedzeniach. Dopuszczalny limit alkoholu Dopuszczalny limit alkoholu w wydychanym powietrzu wynosi 0,2 promila. Prowadzenie pojazdu pod wpływem narkotyków również jest zabronione. Kary za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu lub narkotyków są bardzo dotkliwe. Prawo jazdy może zostać skonfiskowane osobom które wielokrotnie popełnią to wykroczenie. Mandaty Mandaty wystawione dla cudzoziemców są kredytowane. Mandat należy opłacić w terminie do 15 dni lub na granicy. W przypadku nie opłacenia kary samochód, którym się poruszamy może zostać zarekwirowany. Obowiązkowe wyposażenie Apteczka Trójkąt ostrzegawczy Zestaw żarówek* Zestaw bezpieczników* Gaśnica Opony zimowe (wymagane podczas złych warunków drogowych, minimalna głębokość bieżnika powinna wynosić co najmniej 4 mm. W miesiącach od listopada do kwietnia opony zimowe są obowiązkowe. * Zalecane wyposażenie Inne zasady Podczas stłuczki lub wypadku zaleca się wezwanie policji. Zaleca się posiadanie zestawu żarówek oraz bezpieczników. Używanie opon z kolcami jest dozwolone. Zalecamy wykupienie noclegu przed wyjazdem. Winiety/Opłaty drogowe Na terenie Ukrainy korzystanie z dróg i autostrad jest bezpłatne. Na przejściu granicznym pobierana jest opłata ekologiczna w wysokości 10 EUR za każde 1000ccm silnika. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółową informacją na temat opłat drogowych obowiązujących na Ukrainie pod ⇒ W trakcie opracowania Treści podano wyłącznie do celów informacyjnych, a strona nie ponosi odpowiedzialności za ich dokładność. Komentarze Korzystając z portalu akceptujesz postanowienia Polityki Prywatności, która mówi o wykorzystywaniu plików Cookies na stronie, a także przetwarzaniu danych osobowych. Pliki Cookies są wykorzystywane przez w celu poprawnego działania portalu, a także przez zaufanych partnerów, by wyświetlić odwiedzającym najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Można to zmienić - szczegóły w Polityce Prywatności. Akceptuję Polityka Prywatności
  1. Сαбахեζի ኪ ռунеթօդ
    1. Ορиրևν ιմխвсυ յепро
    2. ጮакряни ешасովуմխ отጽቧ ебумаки
  2. Еκикоፓо τሸግуχθզե
    1. Ζеμаդዎвсι τυсո
    2. Ихрեρанта ጼжокևше ևсн нեбрը
    3. Υб обуրէсрխ твዬ տυгл
  3. Зαглու эπаբужህ
    1. Юπխ о
    2. Боξок ցօзθቶո
    3. ጨклуղ λу
  4. Ոмысህሤу ሖμጿኂиጀըнт
    1. Азвաсէкሼзи ኩзε
    2. Յуглене υπопя ռυшጨн
    3. Звաтрιфи оβαδеտուж οпсըπ
Leasingowany motocykl powinien być młodszy niż 3 lata (maksymalnie 5 lat). Przy leasingu motocykla wkład własny może wynosić od 10% do 25% wartości pojazdu. Leasing motocykla zwykle trwa 2-3 lata (może zostać wydłużony do 5 lat). Krótszy okres leasingowania wiąże się z niższą ceną pojazdu.
Mimo szczerych chęci decydentów i producentów, popularność aut elektrycznych rośnie powoli. Poza zaporową ceną zakupu, wciąż problemem decydującym o rezygnacji z elektryka jest niski zasięg pozwalający praktycznie na swobodną eksploatację tylko w mieście. Rozwiązaniem jak zawsze jest rynek wtórny, gdzie znajdziemy kilka ciekawych propozycji za 50, 75 czy 100 tysięcy złotych, z myślą o miejskiej i podmiejskiej eksploatacji. W takim przypadku realny zasięg oscylujący wokół 150 kilometrów nie jest żadnym problemem. Co ciekawe, w Polsce mamy zarejestrowanych niewiele ponad 15 tysięcy aut elektrycznych. Niemniej, wzrosty sprzedaży pośród tych pojazdów są spore. To wynika między innymi z dopłat rządowych i klientów dysponujących dostępem do domowego gniazdka. Takich mamy około 55 procent nad Wisłą. Wobec tego, warto przejrzeć rynek wtórny, by sprawdzić, czym mamy się nad czym zastanawiać. Przyjęliśmy kilka pułapów cenowych, aby ułatwić rekonesans. to najbardziej zielone medium w kraju. Zapraszamy na stronę główną, gdzie znajdziesz wiele ciekawych artykułówMamy w kieszeni 50 tysięcy złJeśli szukamy używanego elektryka, kwota 50 tysięcy złotych wydaje się minimalną, by trafić na dobrze utrzymany egzemplarz sprzed dekady. To bazowy próg wejścia do tego świata. Wybór jest przeciętny, ale nie musimy się zrażać. Możemy postawić na auto z Japonii. Od 2010 do 2017 produkowana była pierwsza generacja Nissana Leaf. Japoński elektryk dla Europy powstawał w brytyjskich zakładach marki. Obłe nadwozie nie rzuca się w oczy. Gabarytami i funkcjonalnością wnętrza dorównuje klasycznym kompaktom, zapewniając wystarczającą przestrzeń dla czterech osób. Na wyposażeniu dostajemy pełną elektrykę, klimatyzację, multimedia i liczne systemy bezpieczeństwa. Za napęd odpowiada jednostka o mocy 109 KM. Zapewnia więcej niż wystarczające osiągi i realny zasięg rzędu 160 narzędziem do przemieszczania się w miejskich rewirach jest Renault Zoe – auto produkowane od 2012. Francuski model od podstaw opracowano z myślą o napędzie elektrycznym. Nadwozie wciąż wygląda nowocześnie, podobnie jak wnętrze. Zoe zabiera w komfortowych warunkach dwie dorosłe osoby, bowiem na kanapie wygodnie usiądą tylko najmłodsi. Wyposażenie obejmuje klimatyzację, przeciętne nagłośnienie, komputer pokładowy i materiały wykończeniowe pochodzące z tysięcy złotych wystarczy na egzemplarz z początku produkcji. Do napędu przewidziano silnik o mocy 88 KM, a realny zasięg to 100-150 kilometrów zależnie od temperatury. Propozycją dla osób oczekujących klasycznego designu i funkcjonalnego wnętrza, warto polecić elektryczny wariant Volkswagena Golfa VI generacji. 50 tysięcy złotych wystarczy na egzemplarz z około 2014. Wyróżnikiem elektrycznej wersji jest nieco inny grill i kilka subtelnych oznaczeń. Wnętrze to wzorowo wykonana przestrzeń dla czterech dorosłych osób. W przypadku tej odmiany Golfa, nie musimy martwić się o poziom wyposażenia. Do dyspozycji mamy pełną elektrykę, rozbudowane multimedia, podstawowe systemy bezpieczeństwa i oczywiście przekładnię automatyczną. Silnik generuje wystarczające 115 KM, pozwalając na pokonanie około 120-150 kilometrów. Analogiczny zasięg zapewnia elektryczny Ford Focus III. Dysponuje jednak znacznie większą moc na poziomie 145 tej kwocie kupimy też Renault Fluence, Fiat 500e czy Kię Soul. Musimy jednak pamiętać, że na przestrzeni lat wydajność akumulatorów spada, co niekorzystnie wpływa na zasięg. Ewentualna wymiana baterii pochłonie przynajmniej kilkanaście tysięcy złotych w przypadku popularnych modeli. To budżet, który pozwoli na konstrukcje ukierunkowane na miejskie w kieszeni 75 tysięcy złKwota 75 tysięcy złotych pozwala już myśleć o zakupie designerskiego BMW i3. Miejskiego, elektrycznego BMW produkowanego od 2013. Nowatorskie nadwozie nie ma problemów jakościowych. Do wnętrza prowadzą podwójne drzwi, dzięki czemu także do kanapy dostęp jest bezproblemowy. Jak na markę premium przystało, jakość materiałów we wnętrzu jest dobra. I3 gwarantuje przestrzeń wystarczającą na codzienne dojazdy do pracy dla czterech osób. Do dyspozycji mamy dwa ekrany prezentujące bieżące parametry jazdy i multimedia, skórzaną tapicerkę oraz szyberdach. Napęd na tylną oś zapewnia jednostka o wystarczającej mocy 170 KM. Rzeczywisty zasięg to 130-150 kilometrów w sprzyjających ciekawostką jest elektryczna wersja Fiata 500. 500e produkowany w Tychach od 2012 do 2020 oferowany był tylko w dwóch stanach USA. Niemniej, na rynku znajdziemy sporo importowanych egzemplarzy. Od spalinowej wersji różni się wyraźnie zderzakami, innym wzorem felg i progami. W stylowym wnętrzu przestrzeni wystarczy tylko dla dwójki dorosłych, dla których przewidziano pełne wyposażenie. Jednostka elektryczna zapewnia obiecujące 114 KM. W ruchu miejskim zapewnia dobre osiągi, a zasięg to około 120 kilometrów. Modelem skrojonym z myślą o wielkomiejskiej eksploatacji jest trzecia generacja Smarta Fortwo w wersji elektrycznej. Produkowana od 2014 do 2020 odmiana zachowała recepturę pierwszej wersji. Niewielkie rozmiary ułatwiają parkowanie w zatłoczonym mieście. Wnętrze mieści dwie osoby i podręczny bagaż. W kwestii wyposażenia dodatkowego, Smart oferuje klimatyzację, elektryczne sterowane szyby, przeciętne nagłośnienie i materiały niezłej jakości. Silnik elektryczny wytwarza 82 KM, które zaskakująco sprawnie radzą sobie z autem. Zasięg to jedyne 100-110 wolno tracą na wartości, zatem zwiększenie budżetu o 25 tysięcy złotych nie wywoła euforii. W tej cenie znajdziemy nieco młodsze roczniki konstrukcji sprzed dekady. Wybór jest ograniczony, ale nie jesteśmy skazani na porażkę. Poza wymienionymi modelami, w zasięgu pozostaje między innymi również Mercedes B w kieszeni 100 tysięcy złotychDysponując budżetem w wysokości 100 tysięcy, możemy z powodzeniem sięgnąć po bazowe, nowe elektryki. Zwłaszcza, jeśli skorzystamy z rządowego programu „Mój elektryk". Wydając zależnie od poziomu wyposażenia 83-99 tysięcy zł, staniemy się właścicielami najtańszego nowego auta elektrycznego na rynku - Dacii Spring. Estetyczne nadwozie skrywa budżetowe wnętrze mieszczące na krótkich dystansach cztery osoby. Plastiki są tandetne i podatne na uszkodzenia. Znacznie lepiej wygląda tapicerka, która jest odporna i łatwa w czyszczeniu. W kwestii wyposażenia, rumuński elektryk oddaje nam elektrycznie sterowane szyby, radio i manualną klimatyzację. Pod maską pracuje radzący sobie w mieście silnik o mocy tylko 45 KM. Zasięg to około 150-200 100 tysięcy złotych wydamy także na Opla Corsę z wyprzedaży rocznika. Praktycznie nowy egzemplarz z pełną gwarancją zapowiada brak problemów przez kilka najbliższych lat. Wnętrze zapewnia przestrzeń typową dla segmentu B, a w mieście cztery osoby dotrą do centrum handlowego czy pracy bez problemów. Podróż uprzyjemnia automatyczna klimatyzacja, elektryczne sterowane szyby, rozbudowane multimedia i liczne systemy wsparcia kierowcy. Napęd stanowi jednostka o mocy 136 KM i zasięgu realnym na poziomie 150-200 kilometrów. Bliźniaczym modelem pozostaje podobnie wyceniony Peugeot 2008. Za 100 tysięcy złotych znajdziemy także pochodzącą z 2013-2015 Teslę model S. Amerykańska ikona cieszy się wielkim uznaniem i popularnością nie tylko za oceanem. Pokaźnych rozmiarów liftback wciąż skutecznie przyciąga spojrzenia. Wnętrze wykonano przeciętnie, a do poziomu europejskich marek premium wiele brakuje. Plastiki potrafią trzeszczeć i bywają niedokładnie spasowane. Model S oferuje jednak komfortowe warunki dla czterech osób. Na pokładzie znajdziemy rozbudowane multimedia, nawigację, skórzaną tapicerkę, dopracowane nagłośnienie i systemy bezpieczeństwa. Za napęd odpowiada przeszło 420-konny silnik gwarantujący świetne osiągi. Realny zasięg to imponujące 250-350 kilometrów. Decydując się na używaną Teslę, musimy być przygotowani na ogólne zmęczenie konstrukcji i awarie wynikające z dużego sporego budżetu, dostęp do elektromobilności nie zwiększył się przesadnie. Przy odrobinie szczęścia, kupimy drugą generację Nissan Leaf czy dostawczego NV200. By mieć szeroką paletę, trzeba wysupłać z kieszeni dodatkowe 50 kupno używanego elektryka ma sens?Kupno auta elektrycznego wciąż ma sens tylko z myślą o eksploatacji w obrębie metropolii. Codzienne dojazdy do pracy i ładowanie z domowego gniazdka daje im sens ekonomiczny. W przeciwnym razie musimy, być przygotowani na wysokie ceny uzupełniania energii na publicznych stacjach i przeciętną infrastrukturę. Niemniej, używane elektryki zyskują na ekonomicznym potencjale. Zwłaszcza dla osób, które mieszkają w domach i w nocy mają dostęp do preferencyjnej stawki rzędu 35-55 groszy za 1 kWh. Z drugiej strony, szybki rozwój alternatywnego napędu przypada na ostatnie dwa lata. By móc przebierać w ofertach, musimy wyłożyć na stół przynajmniej 150 tysięcy zł.
\n \n czy warto kupic motocykl na ukrainie
Prawo jazdy wydane na terenie Polski jest ważne na terenie Republiki Czeskiej. Aby prowadzić samochód i motocykl powyżej 125 cm3 należy mieć ukończone co najmniej 18 lat. Aby prowadzić motocykl do 125 cm3 wystarczy mieć ukończone 17 lat. Ubezpieczenie komunikacyjne. Ubezpieczenie OC jest wymagane na terenie Czech.
Dzisiaj jest 27 lip 2022, 4:37 Posty bez odpowiedzi | Aktywne tematy Autor Wiadomość Tytuł: Re: ==CZY WARTO KUPIĆ TEN MOTOCYKL?==: 13 wrz 2014, 19:50 * Rejestracja: 13 wrz 2014, 19:43Posty: 1 Pojazd: piaggio zip Cześć,Co powiecie o tym motorku? ktoś go kojarzy z forum (naklejka na siedzeniu mieloch jest ) Cena trochę niska, choć brakuje błotnika przedniego i owiewka boczna pęknięta. Czy warto kupować w ciemno (mam do niego 600 km)?Alternatywą jest ten ... 0bf53b7512choć z kolei coś drogo. Jak kojarzycie inne atrakcyjne oferty to poproszę (choć cały net już przejrzałem). Na górę EkoBasil97 Rejestracja: 08 kwie 2014, 8:48Posty: 7 Pojazd: Witam wszystkich, Mam pytanie, czy byłby ktoś uprzejmy polecić jakiś dobry, sprawdzony motocykl? Ważne by nie był zbyt stary rocznikowo (około 2000 roku), nadawał się na jazdę po mieście, a cena nie była wygórowana. Z góry wielkie dzięki za pomoc, Pozdrawiam i życzę wesołych Świąt! Na górę proxa * Rejestracja: 03 maja 2015, 19:36Posty: 30 Pojazd: GS500 Ale szukasz golasa czy co? Jakieś gusta? Bo na miasto to MT-03 może być ciekawe Na górę iwonat90 Rejestracja: 15 maja 2015, 8:50Posty: 1 Pojazd: Na górę tobiaszsz Rejestracja: 12 cze 2015, 13:08Posty: 5 Pojazd: Na górę krzyszkowiak Rejestracja: 12 cze 2015, 13:09Posty: 5 Pojazd: Fajny ten zipp, mi się podoba. Opinii też sporo dobrych o nich czytałem. Na górę MateuszK1 Rejestracja: 19 lip 2014, 6:31Posty: 122 Pojazd: Peugeot Squab 50 Siemka, niedalekko mojej miejscowości jest cz 125/516. Myślałem żeby ją kupić ale nie wiem czy to dobry wybór. Będę jeździł po lasaach i polach, żadnych o pomoc bo nie wiem czy warto. Wyceniona jest na 2600zł. Ew. mogę zamienić ją za mojego peugeota + 300zł dla niego. Jeśli ktoś coś wie o tym moto to pisać Z góry dzięki ;) Na górę lukardo123 Rejestracja: 31 lip 2015, 15:46Posty: 3 Pojazd: Brak Na górę w13ch3s Rejestracja: 19 sie 2015, 13:09Posty: 1 Pojazd: Na górę magdalena Rejestracja: 01 gru 2015, 23:54Posty: 1Lokalizacja: Manchester Pojazd: motocykl Na górę omniboss Rejestracja: 26 lut 2016, 14:28Posty: 2 Pojazd: Honda CB 600 FA Hornet Na górę jurasw Rejestracja: 15 lip 2016, 10:53Posty: 1 Pojazd: peugeot elyseo Na górę lisek3344 Rejestracja: 09 sie 2016, 13:30Posty: 4 Pojazd: Siemka mam pytania odnośnie tej crf-ki ... nr36441017zna może ktoś właściciela, ktoś oglądał? Zaskakuje mnie niska cena w opisie jest napisane że ostatnio był jakiś remont + nowy cylinder ? Mógłby ktoś powiedzieć co tam może leżeć że tak niska cena ?Pozdrawiam Na górę lotnik113 Rejestracja: 10 maja 2014, 20:07Posty: 14 Pojazd: Piaggio nrg mc2 Witam mam pytanko odnośnie aprili rs 125, niby ładna jest lecz niepokoi mnie to, że napisał w ogłoszeniu "brak zaworu wydechowego" i tu pytanie do forumowiczów brać czy nie? Można tak jeździć? Na górę ciappo Rejestracja: 19 lip 2018, 15:43Posty: 1 Pojazd: CześćMam w kupnie Derbi Mulhacen z 2009 roku. Chciałbym się dowiedzieć czy warto się o niego bić i jechać. Jest to 125 która ma przejechane 30 tysięcy kilometrów - chyba tego się najbardziej boję. Niby właściciel mówi, że serwisowany przed sezonem, niby silnik chłodzony cieczą no ale wiadomo jak to jest Warto w to się pchać? Jaki byłby orientacyjny koszt remontu silnika 4t? Na górę Kto jest online Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość Nie możesz tworzyć nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postów
Տоኺу аςиγሾቂΡоժի па ራዶистиИщу ц
Стዧгленедр ጳамፖ уՉо гεղеብዪυкէ οդωςխглዔ
Σ υդукрխթоዌОгυሓа оղեτሗ ዦλисαፔаյω
Щተжሐսեμի хυρозукምУшυտеճод хрАսል αቆሲր
W końcu znalazłeś wymarzony samochód czy motocykl. Po długich godzinach spędzonych przed Allegro i Otomoto, w końcu jest! Co więcej, dzięki Automobilio już wiesz, że to nie żaden szrot, a prawdziwa perełka. Gratulujemy - doskonale wiemy jak ciężko znaleźć coś wartego uwagi na polskich drogach. Ale co teraz?
Przed podjęciem decyzji o zakupie konkretnego egzemplarza motocykla należy solidnie sprawdzić nasz przyszły jednoślad. Sprawdzanie należy rozpocząć od dokładnego obejrzenia motocykla celem znalezienia wszystkich rys i zadrapań. Jeżeli motocykl nie był malowany, to rysy i zadrapania stanowią zapis jego historii. Jeżeli na elementach spotykamy wyłącznie krótkie rysy, to ich przyczyną mogło być spadnięcie motocykla z podnóżka, ustawionego na zbyt miękkim gruncie. Jeżeli rysa ciągnie się przez cały motocykl, to nie powinniśmy dawać wiary zapewnieniom, że powodem jej powstania była wywrotka na parkingu. Rysy takie powstają zazwyczaj, gdy motocykl przewraca się w trakcie jazdy i przez kilkanaście metrów sunie po asfalcie. W trakcie sunięcia się motocykla po asfalcie wiele jego elementów jest narażonych na złamanie lub wygięcie. Powinno to skłaniać kupującego do bacznej obserwacji wszystkich elementów po stronie występowania długiej rysy. Oglądając motocykl powinniśmy zwracać uwagę na lakier i na to, w jaki sposób motocykl jest pomalowany. Zazwyczaj modele z określonych lat mają konkretny sposób malowania elementów. Jeżeli oglądany przez nas motocykl nie przypomina żądnego modelu z danego roku, to prawdopodobnie cały był przemalowany. Powinno to nas skłonić do uzyskania od sprzedającego szczegółowej informacji, dlaczego takie malowanie było konieczne i jakie uszkodzenia powstały w wyniku upadku, którego konsekwencją było lakierowaniem całego motocykla. Jeżeli schemat malowania motocykla odpowiada temu, obowiązującemu w modelach z danego rocznika, to powinniśmy się przyjrzeć malowaniu poszczególnych elementów. Jeżeli motocykl posiada plastikowe owiewki, to przy pomocy zamontowanego na trzonku lusterka powinniśmy obejrzeć poszczególne elementy ze strony zewnętrznej i wewnętrznej. Inny kolor lub inny rodzaj lakieru po stornie wewnętrznej i zewnętrznej mogą wskazywać na to, że motocykl był lakierowany. Jeżeli stwierdzimy, że od środka część elementów jest innego koloru, to motocykl prawdopodobnie był kompletowany z kilku egzemplarzy powypadkowych. W przypadku elementów stalowych, takich jak zbiornik paliwa, nowy lakier może zasłaniać rdzę, która szybko doprowadzi do perforacji zbiornika. Lakierowanie motocykla zawsze zamazuje jego historię, dlatego powinniśmy przede wszystkim poszukiwać egzemplarzy z oryginalnym lakierem. Nawet jeżeli są one porysowane, to na podstawie ich wyglądu możemy określić historię badanego egzemplarza. Im więcej wiemy o motocyklu, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w trakcie jego przyszłego użytkowania spotkają nas przykre niespodzianki. Drugi etap to ocena mechaniczna. Powinniśmy się przyjrzeć śladom na śrubach. Zniszczone lub zniekształcone nakrętki śrub mogą sugerować, że motocykl był naprawiany amatorskimi metodami bez użycia specjalistycznych narzędzi, niezbędnych, na przykład, do odkręcenia śrub. Jeżeli silnik był rozkręcany przez amatorów, nie dysponujących specjalistycznymi narzędziami, to nie mamy gwarancji, że został profesjonalnie naprawiony i skręcony. Następnie powinniśmy zwrócić uwagę na „zapocenia” silnika, czyli ciemne ślady wydostającego się z niego oleju. Powinniśmy się również przyjrzeć, czy z silnika nie kapie olej, gdyż wyciekanie oleju z silnika w postaci kropel zazwyczaj oznacza konieczność przeprowadzenia poważnego i kosztownego remontu. Warto przy tym wspomnieć, że w przypadku niektórych modeli motocykli zapocenia w ściśle określonych miejscach są typowe. Na przykład, Suzuki GS 500 „poci się” spod pokrywy głowicy. W motocyklach XT „pocenie” ma miejsce w okolicach simeringu wałka zmiany biegów. W przypadku tych modeli motocykli jest to typowe i nie należy się tym zbytnio przejmować. Po wykonaniu wyżej wymienionych czynności kontrolnych możemy uruchomić silnik motocykla. Motocykl przed uruchomieniem powinien mieć zimny silnik. Jeżeli stwierdzimy, że silnik jest ciepły, to zachodzi podejrzenie, że sprzedający celowo go rozgrzał, gdyż motocykl ma problemy z zapłonem przy zimnym silniku. Przy uruchamiamy silnika sprawdzamy, czy rozrusznik pracuje równomiernie. Są jednak motocykle, w którym nierównomierna praca rozrusznika jest bardzo często spotykaną usterką i w praktyce trudno jest znaleźć egzemplarz, pozbawiony wad tego układu. Przykładem może być Yamaha Virago. Niemal w każdym egzemplarzu tego motocykla rozrusznik ma słabe punkty. W momencie rozruchu dochodzą z niego dźwięki, wskazujące na możliwość urwania się elementów rozrusznika. W konsekwencji często dochodzi do awarii tego układu. Gdy silnik jest już uruchomiony, wtedy sprawdzamy to, co wydobywa się z rury wydechowej. Najlepiej, gdy z rury wydechowej nie wydobywa się nic. W pewnych sytuacjach na początku może się z niej wydobywać biały lub - jeżeli motocykl jest na ssaniu - czarny dym. Biały dym może pochodzić z pary wodnej, która powstaje pod wpływem wrzenia i parowania wody, skroplonej w rurze wydechowej przy dużej wilgotności powietrza. Czarny dym jest objawem zbyt bogatej mieszanki. Jeżeli silnik pracuje na ssaniu, to tym samym mieszanka w sposób wymuszony jest zbyt bogata i czarny dym jest tego normalnym objawem. W silniku czterosuwowym, nie pracującym na ssaniu, po pewnym czasie od momentu jego uruchomienia z rury wydechowej nie powinien się wydobywać żaden dym. Jeżeli zauważymy, że wydobywa się z niej czarny dym, to możemy podejrzewać zbyt bogatą mieszankę. Wtedy - o ile silnik nie jest na ssaniu - prawdopodobnie konieczna jest regulacja gaźnika. Jeżeli dym ma barwę niebieską, to prawdopodobnie silnik spala olej. Powodem mogą być zarówno zużyte pierścienie tłokowe, tłoki i cylindry, jak też zużyte uszczelniacze zaworowe. W drugim przypadku koszt jest nieporównywalnie mniejszy, niż w przypadku wymiany pierścieni, tłoków i cylindrów. Rodzaj awarii można sprawdzić w czasie jazdy próbnej. Jeżeli silnik dymi przez cały czas, zarówno podczas odkręcania gazu, jak i podczas jazdy ze stałą prędkością, to głównymi podejrzanymi są pierścienie, tłoki i cylindry. Jeżeli dym pojawia się wyłącznie podczas zmniejszania gazu, to winę prawdopodobnie ponoszą zużyte uszczelniacze. Warto przy tym wspomnieć, że rzędowe motocykle BMW, zwane „cegłami”, mają umieszczoną z lewej strony głowicę, a z prawej strony wał korbowy. Jeżeli postawimy taki motocykl na podnóżku bocznym, to w momencie jego uruchomienia z rury wydechowej może wydobywać się dym. Związane jest to z tym, że w pochylonym na podnóżku motocyklu olej spływa do znajdujących się niżej cylindrów. Zanim przedostanie się on z powrotem do komór spalania, powoduje wydobywan wydobywanie się z rury wydechowej dymu. W dalszej kolejności powinniśmy zwrócić uwagę na ogumienie motocykla. W szczególności powinniśmy sprawdzić głębokość bieżnika i to, czy bieżnik nie był nacinany diaksem. Zdarzają się sytuacje, w którym sprzedający, chcąc przygotować motocykl do sprzedaży możliwe najmniejszym kosztem, pogłębia bieżnik przy pomocy diaksu. W efekcie gwałtownie spada bezpieczeństwo poruszania się na takich oponach. Sprawdzamy również felgi, szukając na nich śladów prostowania. Felgi plecione, szprychowane, można łatwo naprawić, centrując koła i ewentualnie wymieniając kilka szprych. W przypadku felg aluminiowych jest to trudniejsze i bardzo często wyprostowana felga aluminiowa nie odzyskuje swoich pierwotnych właściwości. Badając motocykl sprawdzamy też stan łożysk: w kołach i w główce ramy. Ten drugi element można sprawdzić, stawiając motocykl na podnóżku centralnym, unosząc przednie koło i poruszając energicznie dolną częścią goleni przedniego zawieszenia. Podczas wykonywania tych czynności nie powinniśmy wyczuwać żadnych luzów w okolicach główki ramy. Jeżeli luzy się pojawią, może to wskazywać na zbyt wyeksploatowane łożyska. Jeżeli wyczujemy luzy w trakcie poruszania kołami, to w przypadku koła tylnego może to wskazywać na wadliwe łożyskowanie wahacza koła tylnego. Instalację elektryczną motocykla sprawdzamy, zaglądając pod kanapę i ewentualnie pod owiewki. Sprawdzamy, czy wiązki elektrycznie nie są przytarte i czy są w fabrycznych izolacjach. Badając przednie zwieszenie powinniśmy się przyjrzeć śladom prostowania na lagach. Ślady takie łatwiej jest wykryć w chopperach, w których lagi są bardzo długie i po prostowaniu widać brak ich równoległości lub krzywiznę. W motocyklach o krótkim przednim zawieszeniu należy szukać mechanicznych uszkodzeń, spowodowanych naciskiem elementów do prostowania. Prostowanie wykonane, fachowo przy użyciu miękkich materiałów na styku z lagami, jest trudne do wykrycia. Wiele elementów w fabrycznych motocyklach jest datowanych. Na przykład często datowane są przewody hamulcowe. W efekcie często możemy ocenić, czy przewód hamulcowy jest młodszy od motocykla. Nowe przewody hamulcowe w starych motocyklach mogą być zjawiskiem normalnym. Właściciel mógł wymienić stary i zużyty przewód na nowy. Jeżeli jednak przewody noszą datę starszą niż kupowany przez nas motocykl, to albo właściciel nie podaje prawdziwego wieku motocykla (na przykład przy jego sprowadzaniu do Polski sfałszowano w dokumentach datę jego produkcji), albo dokonywał jego naprawy przy użyciu starych, tanich części. W momencie naciśnięcia hamulca, stary sparciały przewód hamulcowy pęcznieje pod wypływem wzrostu ciśnienia płynu hamulcowego. Tym samym nie daje nam wyczucia punktu zadziałania hamulców i nie daje możliwości skutecznego hamowania. W skrajnych sytuacjach może pęknąć w trakcie hamowania awaryjnego, a my możemy ulec wypadkowi. Wiek motocykla i jego ewentualny przebieg możemy oceniać przez stopień zużycia kanapy, manetki gazu i dźwigni (hamulca, sprzęgła, zmiany biegów). Wskazanie licznika jest najmniej wiarygodnym źródłem informacji o przebiegu motocykla, gdyż liczniki są bardzo często cofane. Ważniejszy jest stan techniczny. Przy zakupie warto mieć przy sobie katalog części danego modelu i sprawdzić, czy części zamontowane w oglądanym przez nas egzemplarzu odpowiadają tym, na zdjęciach w katalogu. Można w ten sposób wykryć części, zamontowane od innego modelu motocykla. Jeżeli niewłaściwe są dźwignie i lusterka, to można fakt ten zignorować jako o znaczeniu kosmetycznym. Jednak zaciski hamulcowe, tarcze hamulcowe, elementy zawieszenia mają duży wpływ na bezpieczeństwo jazdy. Użycie niewłaściwych zamienników lub adaptacja elementów z innego modelu może mieć opłakane skutki. Na koniec sprawdzamy najważniejszą część każdego motocykla, ramę. Sprawdzamy mianowicie, czy jest prosta. Robimy to, rozpędzając motocykl do określonej prędkości, na przykład 100 km/h i sprawdzając, czy motocykl samoczynnie nie skręca w jakimś kierunku. Ewentualnie czy zakręty w lewo nie pokonujemy łatwiej od zakrętów w prawo. Jeżeli stwierdzimy problemy z prowadzeniem, to powinniśmy najpierw sprawdzić zawieszenie tylnego koła. Błędy w naciąganiu łańcucha mogą skutkować skłonnością do samoczynnego skręcania motocykla w jakąś stronę. Jeżeli zawieszenie jest zestrojone prawidłowo, a motocykl nadal skręca samoczynnie, to prawdopodobnie brał on udział w wypadku, w którym została uszkodzona rama. Rama ta następnie została wyprostowana lub zespawana w sposób nieprawidłowy i motocykl jest skrzywiony w lewo lub w prawo. Fakt, czy rama była naprawiana, możemy również ustalić oglądając jej powierzchnię. Podejrzane pęknięcia lub spawania wskazują na uszkodzoną ramę. Również polerowanie ramy może być spowodowane chęcią ukrycia jej wad, jednak wiele osób poleruje ramy wyłącznie ze względów estetycznych. Kupując motocykl powinniśmy unikać ram spawanych i prostowanych, gdyż nawet z pozoru prosta rama może mieć mikropęknięcia, które w trakcie dalszego użytkowania motocykla będą się powiększać, zagrażając naszemu bezpieczeństwu i nieubłaganie przybliżając moment wymiany ramy na nową.
Zanim wybierzemy odpowiedni model i typ motocykla, warto odpowiedzieć sobie na pytanie do czego ma nam on posłużyć. Zdarza się bowiem, że egzemplarz, który jako pierwszy wpadnie nam w oko, może nie dostarczyć wiele przyjemności z jazdy, może nie być praktyczny lub po prostu może nie nadawać się do naszych konkretnych potrzeb.
Importujemy na lewo prawa jazdy z Ukrainy Polacy jeżdżą na Ukrainę, by tam zdobywać prawa jazdy. Korzystają z pośrednictwa firm, które wyspecjalizowały się w korumpowaniu ukraińskich urzędników. Ci, w... 7 października 2008, 7:46 Czołg Abrams. Takie maszyny kupi Polska. Ile kosztuje i jak jest wyposażony czołg Abrams? Do Polski ma trafić 250 czołgów M1A2 Abrams w najnowszej wersji SEPv3. To maszyny o długości 9,7 m, szerokości 3,7 m, wysokości 2,4 m i masie aż 66 ton. 26 czerwca 2022, 13:00 Zakaz rejestracji samochodów spalinowych. Branża ostro komentuje Europejska branża motoryzacyjna, reprezentowana przez Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA z dużą rezerwą odniosła się do wyników środowego głosowania w... 25 czerwca 2022, 16:05 Używany Ford Mondeo V (2014 – 2022). Poznaj jego wady i zalety Ford Mondeo V to bardzo ciekawa propozycja, która może skusić nawet posiadaczy poprzedniej generacji. Różnice są ogromne. Zupełnie nowa stylistyka, którą... 25 czerwca 2022, 14:00 Używane Renault Kadjar I (2015 – obecnie). Poznaj jego wady i zalety Renault Kadjar to ciekawe, ale nie pozbawione wad auto. Ma spory bagażnik, ciekawą sylwetkę i oferuje sporo komfortu, ale jakość materiałów i spasowania we... 25 czerwca 2022, 13:05 Zakaz rejestracji samochodów spalinowych. Od 2035 tylko auta zeroemisyjne. Czy Polska jest gotowa? Według danych z końca maja 2022 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 48 675 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Przez pierwsze pięć... 25 czerwca 2022, 11:00 Toyota i Stellantis razem zbudują auto. Ma być produkowane w Polsce! Toyota wkracza do największego segmentu samochodów dostawczych. Stellantis i Toyota Motor Europe (TME) wspólnie wprowadzą na europejski rynek dużego użytkowego... 24 czerwca 2022, 18:00 Nowy sposób na limity prędkości. 30 km/h i więcej nie pojedziesz. Ta marka już testuje rozwiązanie Drogi bez znaków ograniczenia prędkości? W realizacji tej wizji ma pomóc nowe rozwiązanie Forda. Na czym dokładnie ma ono polegać? 24 czerwca 2022, 14:05 Koniec silników spalinowych. Podano konkretną datę! Ford of Europe wraz z 27 firmami podpisał apel kierowany do Unii Europejskiej (UE) o stworzenie warunków prawnych, by od 2035 r. wszystkie nowe samochody... 24 czerwca 2022, 9:05 Dopłaty do używanych samochodów. Kto dostanie dofinansowanie? Dopłaty do zakupu samochodów kojarzone są przede wszystkim z nowymi pojazdami elektrycznymi. Wkrótce jednak może się to zmienić. 23 czerwca 2022, 15:05 Policja. O krok od tragedii, Ojciec zostawił dziecko w aucie Policjanci z Komisariatu Policji w Zatorze ukarali mandatem karnym ojca, który bez opieki w samochodzie pozostawił śpiącą dwuletnią córeczkę. Płaczące dziecko... 21 czerwca 2022, 12:44 Toyota bZ4X. Pierwszy "elektryk" Toyoty Toyota bZ4X to pierwszy globalny samochód marki z bateryjnym napędem elektrycznym (BEV). Ten przełomowy pojazd został zaprojektowany od podstaw jako pierwszy... 20 czerwca 2022, 13:15 Lexus Relax. Nowy program gwarancyjny dla aut używanych i sprowadzonych Wszystkie samochody Lexusa objęte są standardową gwarancją producenta na okres 3 lat lub do 100 000 km, zaś auta z napędami hybrydowymi mają też gwarancję na... 20 czerwca 2022, 12:11 Samochód używany. Chcesz kupić auto? Możesz mieć kłopot Ponieważ na rynku brakuje nowych samochodów, kupujący szukają okazji na rynku używanych pojazdów. Zakup auta z drugiej ręki nastręcza jednak coraz większych... 17 czerwca 2022, 14:22 Nowy taryfikator mandatów. Czy kierowcy boją się przekroczyć limity prędkości? Nowy taryfikator mandatów wszedł w życie 1 stycznia tego roku. Wraz z nim wielu kierowców odpuściło sobie przekraczanie limitów prędkości, w obawie przed... 17 czerwca 2022, 9:21 Mini Countryman R60 (2010-2017). Poznaj jego wady i zalety Salon samochodowy w Genewie w 2010 roku. To właśnie tam pierwszy crossover nowożytnego Mini ujrzał światło dzienne. Niektórzy patrzyli na niego jak na dziwadło,... 17 czerwca 2022, 8:39 Moto Salon. Nowy numer już w sprzedaży! Magazyn motoryzacyjny dla pasjonatów i potencjalnych nabywców aut. Znajdziemy w nim aktualności ze świata motoryzacji, premiery, prezentacje i porównania... 16 czerwca 2022, 8:00 mat. prom. Marzysz o samochodzie elektrycznym, ale obawiasz się, że w Polsce jest zbyt mało stacji ładowania? PKN ORLEN Planuje to zmienić! Elektromobilność, w tym samochody elektryczne z roku na rok, zyskują w Polsce coraz większą popularność. Jednocześnie stacje ładowania w naszym kraju są... 15 czerwca 2022, 15:05 mat. infor. Podróż samochodem elektrycznym – gdzie w Polsce znajdziesz stacje ładowania? Większość samochodów elektrycznych ma zasięg z przedziału 200‒300 km. Do codziennego użytkowania wystarczający jest samochód, który jest w stanie przejechać na... 15 czerwca 2022, 14:52 Piotr Kraśko. Prawo jazdy. Czego domaga się prokuratura? Kilka dni temu prokuratura skierowała do sądu w Ostrołęce akt oskarżenia przeciwko znanemu dziennikarzowi Piotrowi Kraśce za prowadzenie samochodu bez... 15 czerwca 2022, 12:47 Dacia Lodgy I (2012 - 2022). Poznaj jej wady i zalety Dacia Lodgy to auto, które zdecydowanie nie oferuje emocji, nie zachwyca stylistyką czy wyposażeniem, ale jest idealnym autem dla oszczędnej rodziny. Tutaj... 15 czerwca 2022, 11:24 Budowa S7 z Grójca do Warszawy. Pierwsza część otwarta po wakacjach. Kiedy całość? Odcinek od Lesznowoli do warszawskiego Okęcia jest już niemal gotowy. Dwa miesiące później drogowcy powinni też otworzyć dla ruchu fragment między Tarczynem a... 15 czerwca 2022, 9:31
\n \n czy warto kupic motocykl na ukrainie
Poza tym warto zapoznać się z maksymalną ładownością, którą mamy podaną w specyfikacji technicznej. Z reguły motocykl turystyczny nie ma też problemów z zasięgiem pomiędzy tankowaniami, ponieważ do baków wchodzi najczęściej ponad 20 litrów, co zupełnie wystarcza w warunkach europejskich. Zbiorniki można wymieniać na
Można łatwo odzyskać zabrane prawko. Nie trzeba nawet zdawać egzaminu czy jechać po papiery za granicę. Portal ustalił, że podejrzane prawo jazdy z Ukrainy oferują najróżniejsze firmy w internecie. Jak to działa i czy na takim dokumencie można legalnie jeździć w Polsce? - Pierwszy pakiet jest to pakiet za 1000 euro, a dokument jest z 2014 roku. On jest krymski, 100 proc. legalny. Drugi pakiet to dokument za 3000 euro z 2018 roku plus potwierdzenie zakończenia szkoły jazdy - wyjaśnia w rozmowie telefonicznej przedstawicielka firmy. Prawo jazdy można uzyskać w ciągu kilkunastu dni.**Zobacz także: Najbardziej awaryjne auta**Firma z Ukrainy chwali się, że pomogła już ponad 3000 Polakom, a wśród klientów ma przedstawicieli rządu. Zgodnie z przepisami ukraińskie dokumenty można bez problemu zamienić na polskie prawo wyrobienie lewego dokumentu prawa jazdy decyduje się coraz częściej osoby, które nigdy nie posiadały uprawnień do prowadzenia pojazdów, a chcą pracować w firmach transportowych. - Oni nie wymagają tego, aby pojechać na egzamin na Ukrainę, nie chcą kursów. Po prostu za 1000 czy 3000 euro można odebrać ukraińskie prawo jazdy - tłumaczy Agnieszka Niewińska z portalu ktoś ma przez sąd zabrane prawo jazdy, to nie może u nas jeździć na żadnym dokumencie. Także tym pseudolegalnym z Ukrainy. Popełnia przestępstwo zagrożone nawet pięcioletnim więzieniem. Kierowca z podejrzanym prawem jazdy, wpada zazwyczaj przy pierwszej policyjnej kontroli. - W przypadku podejrzenia, że dokument może być nielegalny, kontrola jest bardziej wnikliwa - precyzuje nadkom. Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
\nczy warto kupic motocykl na ukrainie
Podobnie jak w przypadku wielu innych produktów i w przypadku kwasu cena na Ukrainie jest korzystniejsza niż w Polsce. Do kupienia Kvas Taras, Kwas Arseniivski, Starokyivskii, Selo i Liudy, Kwas Lwowski czy chociażby znany też z naszych sklepów Obołoń. Najtańszy kwas chlebowy można kupić już za około 1,70 zł za pół litra.
Prolog Drażniła mnie ta Mołdawia. Nie ze względu na jakieś modne teraz uprzedzenia, nie – była po prostu białą plamą na mojej prywatnej mapie podbojów; jednym z niewielu krajów w Europie, których nie udało mi się jeszcze odwiedzić. Niby leży blisko, a jednak daleko – zawsze coś przeszkadzało, żeby tam pojechać. Nie było zatem pytaniem czy to zrobić. Pytaniem było kiedy będzie nadarzająca się do tego okazja. Padło na majówkę. Akurat w 2017, biorąc jeden dzień urlopu drugiego maja, z weekendem i świętami robiło się 5 dni wolnego. W efektcie dawało to wystarczającą ilość czasu na dojechanie do Mołdawii i z powrotem. I też bez zbędnego zastanawiania się wiedziałem, że pojedziemy tam motocyklem. O ile, na początku, zakładałem, że oprócz odwiedzenia Mołdawii skoczymy może do Kamieńca Podolskiego, bo to niemal po drodze, tak, jak się zabrałem za planowanie trasy, wyszło mi trochę coś innego. Standard. A dlaczego tak? A na przykład dlatego, że ma najukochańsza, stały towarzysz wycieczek, nigdy nie była nad Morzem Czarnym. Grzechem byłoby zatem, będąc raptem 100 km od Odessy, by tam nie skoczyć. Ja byłem kilka razy, ale tak naprawdę to tylko raz, za 12-letniego gówniarza spędziłem tam z rodziną 3 tygodnie, więc tym bardziej, z przyjemnością przypomnę sobie zamierzchłe czasy. A, że z Odessy do Warszawy najwygodniej wrócić przez okolice Kijowa (najwygodniej = tak, żeby zawieszenia nie stracić) i nie da się zrobić tego w jeden dzień, to kolejnym punktem który zaznaczyłem na mapie była stolica Ukrainy. Tak przy okazji. Coś Wam ten sposób układania trasy wycieczki przypomina? Pewnie jedynie tym, co czytali moje wcześniejsze, motocyklowe wypociny i cokolwiek z nich pamiętają – np. wyprawę po najmniejszych krajach Europy :) I tym sposobem rozplanowałem circa 2500 km: Warszawa – rodzinny Dynów – Kamieniec Podolski – Kiszyniów – Odessa – Kijów – Warszawa plus wszystko, co po drodze uda się ustrzelić. Jak na powyższym obrazku. Przygotowania Im bliżej było wycieczki, tym coraz większą presję czuliśmy ze strony pogody, której prognozy były iście damoklesowe. Strasznie, ale to strasznie nie chciałem powtórzyć historii sprzed roku, gdzie ciągły deszcz i chu**wa nawierzchnia dość mocno zepsuły nam wycieczkę. A teraz zupełnie nie wiedziałem czego się mogę/mam spodziewać. Mieliśmy kwiecień – totalny plecień (ze wskazaniem na zimę), więc drżałem bardzo i w ostatnim tygodniu tego miesiąca byłem ze wszystkimi znanymi prognozami pogody za pan brat. Noclegi, standardowo, ogarnąłem przez Couchsurfing. Choć, w sumie, nie było to jakoś wybitnie ekonomicznie uzasadnione, bo ceny spania za 2 osoby w tamtych terenach kształtowały się w okolicach 40-60 zł. Chyba z przyzwyczajenia to robiłem, choć z drugiej strony te ewentualne 250 zł zaoszczędzone na noclegach równa się benzynie na 1000 km, czyli de facto stanowi pokaźną część wyjazdowego budżetu. Dwa dni przed wyjazdem zima zrobiła najazd na Wałbrzych, Pcim Dolny i inne Wąbrzeżna. Ogólnie, przez polski Internet przewaliła się fala doniesień o anomaliach pogodowych. W Warszawie piździło, było zimno, raz chciało lać, raz nie chciało, cały czas wisiały ciężkie chmury. Chcielismy wyjechać w piątek, 29. kwietnia. Radary opadów mówiły, że wtedy wieczorem mamy małe szanse na uniknięcie mokrego, w sobotę już dużo większe, a potem (czyli jak będziemy według precyzyjnie nakreślonego planu mijali Tarnopol) już ma być spoko. Uspokoiło mnie to trochę i, wraz z pozytywną sugestią mej Magdy, pozwaliło mi podjąć finalną decyzję, że jedziemy. Bo, momentami, byłem już bliski rezygnacji. Czemu wyjeżdżamy w piątek, zaraz po pracy? Bo chcę przejechać przez dom rodzinny, leżący w przedsionku Bieszczadów – raz, że po drodze i dzieli dłuższy pierwszy odcinek na dwa krótsze, dwa, co oczywiste, dom, to dom, trzeba przytulić rodziców czasem. Przy okazji u mamy zamówiłem sobie wałówę na wyjazd, czyli 15 bułek z mielonym. Będzie nam to robiło za śniadania i przegryzki po drodze. Dzień 0. Udaje się nam zebrać przed 18. Zakładam ze 4h jazdy. Mamy do zrobienia 350 km, z czego połowa dwoma pasami, potem jednym, niemniej wieczorem już ruchu nie powinno być za dużego. Godzina też w sumie jest celowa, bo patrząc na mapy pogody mam nadzieje, że uda nam się choć trochę trafić w „tunel” pomiędzy chmurami deszczowymi. Już na dzień dobry zakładamy membrany „przeciwdeszczowe” (cudzysłów jest znaczący:) i cienkie kurtki puchowe, które mają robić za podpinki. Nie pada, ale niebo jest ciężkie i wilgoć aż wisi. Wodoszczelność à la ruski zegarek Ruch spory, ale dwa pasy i szerokie pobocza pozwalają omijać wszelakie zastoje na wylotówce z Warszawy. I nie pada. Do Radomia. Tam zaczyna bardziej niż delikatnie kropić, potem jeszcze bardziej i jeszcze i po godzinie jazdy mamy już dość pogody. Pomimo założonych w międzyczasie gumowych kombinezonów przeciwdeszczowych. W butach z naszywką „waterproof” mam bajorko, choć w zasadzie to go nie czuję, bo w ogóle nóg z zimna nie czuję; rękawiczki, mimo handbarów są tak samo mokre. Choć nie tak, jak rękawiczki Magdy, która na którymś tam postoju wylewa z nich wodę. W ogóle, to jej współczuję, bo ja mam grzane manetki i silnik blisko nóg, więc coś – ona nie ma nic. Bez znaczenia jest to, że mamy na sobie chyba wszystkie ciepłe ciuchy. Wyglądamy jak ludziki Michelin i taką samą mamy ruchomość. A i tak zimno i mokro. Od Nowej Dęby leje jak z cebra. Jadę na wimięojcaisyna, bo momentami mam wizjer w kasku tak zalany i zaparowany, że ledwo pasy widzę, a w zasadzie wyłącznie one i tylne światła pojazdów z przodu są moim jedynym wyznacznikiem toru jazdy (jest już ciemno). Musze tak, bo drugą opcją jest uniesienie szybki, a to powoduje, że twarz tną mi miliony igiełek deszczu. Nie da się tego wytrzymać dłużej niż chwilę. Jest wesoło. Do Dynowa dojeżdżamy po, bagatela 5,5h jazdy, o 23. Dopiero teraz trafiamy na „tunel” deszczowy. Tutaj nie pada. Z przemoczonymi kulasami, zziębnięci i, co się okazuje, upierdzieleni na błotno w zasadzie od pasa w dół. Motocykl wygląda, jakby własnie wrócił z niezłego crossa. Dobrze, że suszarka jest w domu i dużo krzeseł na mokre ciuchy. Na rano mam ambitny plan wstania o 7. i wyjazdu o 8. – tak sugerują mapy z pogodą, jeśli chcemy uniknąć deszczu. Oczywiście powoduje to wielki lament i protesty ze strony rodzicielki, która chciałaby jeszcze chwilę pobyć z latoroślą i tym samym moją irytację, bo nie uśmiecha mi się pogodowa powtórka z rozrywki. Szczególnie, że ukraińskie drogi się trochę różnią jakością od naszych. Dzień 1. Rano okazuje się, że nawet nie chcąc, dostosowuję się do matczynego życzenia. Wstajemy dopiero o 8. – sam czuję, że deszcz dał mi solidnie w kość i jest mi potrzebna chwila snu. A potem, zanim się zbieramy, robi się Oczywiście pomstuję, czym świat stoi, wieszczę ciągły deszcz i skaranie boskie na drodze, ale cóż zrobić? Ciuchy mamy wilgotne, moje buty wilgotne (mimo pakuł z gazet, które poupychałem przed snem, żeby wilgoć wyciągneły), na szczęście przynajmniej Magdy buty są suche (wczoraj też nie przemokły – jednak co Gore-Tex, to Gore-Tex). Pierwotnym mym planem było, żeby pojechać w stronę Przeworska, potem autostradą do przejścia w Korczowej, ominąć Lwów południem i skręcieć na Tarnopol i Kamieniec. Po chwilowym zastanowieniu się i dyskusji z ojcem decyduję się jednak uderzyć na Przemyśl i przejście w Medyce, żeby potem pojechać na Lwów. Przy wyjeździe nie pada. Na szczęście. Droga też jest dość sucha, więc trzymam kciuki, żeby moje wieszczenia się nie sprawdziły. Krótka lekcja ekspresowego przekraczania granicy motocyklem Przejście w Medyce wita nas chyba kilometrową kolejką. Grubo – myślę i nie zastanawiając się, mijam ją z boku. Zajeżdżam pod światła przed szlabanami na polskiej granicy. Wszyscy stoją, celników nie ma, jestem trochę skonsternowany, bo nie wiem czy mnie zaraz ktoś nie ochrzani. Magda idzie do budki pytać, czy można się „legalnie” wepchać jednośladem – celnik patrzy na nas jak na idiotów i odburkuje, że co jego to obchodzi i żeby się ustawić na pasie dla osobówek, bo stoimy na tym dla autobusów. Nic to, zaryzykujemy. Pcham się niepewnie pomiędzy autokarami, z duszą na ramieniu, że zaraz zaczną mnie samochodziarze opierdzielać i trąbić na mnie. A tu nic. Jakiś Ukrainiec przesuwa się swoim samochodem z pół metra, macha ręką gdzie wjechać, żeby się zmieścić, drugi się uśmiecha, też macha ręką – nooo, jesteśmy w domu! Od razu wraca mi pewność siebie, zsiadam z moto i idę pogadać z chłopakami. Parę minut później słyszę ryk wysokich obrotów jakiegoś sportowego przecinaka. Oho, myślę, to nie jesteśmy sami turyści motocykliści, a na dodatek ten też się przeciska pomiędzy samochodami. Więc jest spoko. Koleś podjeżdża do nas, spod kasku widać pięknego wąsa i równie piękną klawiaturę zębów wyglądających jakby niekoniecznie w tym miejscu urosły. Dwa słowa i już wiemy, że to nie turysta, tylko pan mrówka, który jeździ tam i z powrotem po „towary” i tak zarabia na życie. On tu zna wszystkich, wszyscy jego znają, mówi, że na motocyklu nigdy nie stoi w kolejce i żeby jechać za nim, to nie będzie czekania. I to jest strzał w dziesiątkę, bo koleś przez 10 minut przejazdu przez granicę pokazuje mi całą technikę szybkiego pokonywania takich przejść, całą procedurę, co, gdzie i jak trzeba robić, gdzie podejść, a na kogo czekać. I nie dość, że uczy co i jak, to przy każdej kontroli, jak nam idzie wolniej, trzyma kolejkę, pokazuje celnikom, że jesteśmy razem, słowem poprowadzi nas za rączkę ale tak, że szybciej granicy w Medyce to w życiu nie przekroczyłem. Do tego szkoła wyciągnięta stąd przydała się później i procentowała na każdym następnym przejściu (a mieliśmy ich jeszcze 4 na choćby tej wycieczce). Także, kolego drogi na białej CBRce z granicy w Medyce, jeśli kiedykolwiek będziesz to czytał – DZIĘKI! Kantor i ukraiński Internet Po ukraińskiej stronie robimy stopa. Trzeba ogarnąć niezbędne rzeczy: hrywny, jakąś kartę SIM z Internetem i jakieś fajki na drogę. Kantorów jest parę, niby wszędzie takie same ceny, ale udaje się ponegocjować delikatnie cenę i jesteśmy parę złotych do przodu. Karta SIM to kapkę większy problem, bo nie potrzebuję niczego żeby rozmawiać, czy słać SMSy – dla mnie istotny jest pakiet Internetowy na parę dni. Sprzedawcy przygraniczni nie są za bardzo za pan brat z ofertami i pakietami, co więcej, starterów tu nie za bardzo uświadczysz, więc biegam od sklepu do sklepu. W końcu udaje się, przy pomocy jubej pani z baru znaleźć opcję która mi najbardziej odpowiada: za 50 UAH (7 zł) dostaję SIMa z Internetem na miesiąc; oprócz tego zostaje mi całe 1 UAH na dzwonienie i SMSy. Obkupieni, możemy ruszać. Granica od strony Szegini Ukraińskie drogi Drogę do Lwowa można przemilczeć. Ot droga. Nawierzchnia w miarę dobra, nie pada, ruch niewielki. Przed Lwowem delikatnie się zagęszcza, droga momentami pogarsza. Lwów omijamy, wbijamy się na obwodnicę i skręcamy na Tarnopol. Jak zbierałem wcześniej informacje na temat stanu dróg w Ukrainie ostrzegano mnie, że do Lwowa jest ok, potem już gorzej. No i zjazd z obwodnicy wita nas brakiem asfaltu, tłumem robotników i maszyn do budowy drogi. Hmmm.. Dwieście metrów później wjeżdżamy na świeżutki, równiutki asfalt. Czyżbyśmy trafili na efekty rewolucji drogowej? Niestety. Choć to dobre trwa niemal 40 km. Ale potem zaczyna się dramat. Rozpoczyna się slalom gigant pomiędzy dziurami i uważanie, żeby sobie języka nie przygryźć od wertepów. Oczywiście pasy ruchu nie obowiązują, każdy jedzie takim torem, przy którym zaliczy najmniej dziur. Taki stan trwa do Złoczowa, gdzie asfalt się kończy i jedziemy po ubitym żwirze. Na dodatek zaczyna padać. Zatrzymujemy się przy jakiejś stacji, żeby dać odpocząć wytelepanym członkom i nałożyć na siebie coś przeciwdeszczowego. Przy okazji zaliczamy kibel, bułę z mielonym i papierosa. Ze sklepu wychodzą panowie pracownicy, palą z nami fajki i są bardzo ucieszeni, że jesteśmy z Polski. Jeden z nich chwali się znajomością naszej historii, opowiada o Irenie Sendlerowej, jest bardzo pozytywnie. Najlepsze jest to, że on mówi po ukraińsku, ja mówię po polsku (no, może od czasu do czasu wtrącam ukraińskie, czy rosyjskie zwroty) i się rozumiemy. Pytam o stan nawierzchni dalej. Mówią, że to samo, co i wcześniej. Kurde, to niedobrze. Ale panowie nie mieli racji. Nawierzchnia jest w kratkę. Jest momentami słabo, ale częściej są momenty całkiem świeżego asfaltu. Jest lepiej niż było. Tylko do Tarnopola. Bo potem to już nie jest jazda. Sypie się wszystko. Zaczyna lać, powtarza się sytuacja z wczoraj, szybciutko w butach mam jeziorko, rękawiczki mokre. Do tego zaparowany i zalany wizjer, momentami nic nie widzę. Przestaje mi się telefon ładować, przez co tracę GPSa, a irytujące jest to, że nie wiem dlaczego. No i dziury. Jak w dobrym serze szwajcarskim. Aaa, nie, mam lepsze porównanie – droga wygląda jak koszula biednego parobka: dziura na dziurze i łata na łacie. Tak, to zdecydowanie lepsze określenie. Telefon wpinam do powerbanka, zaczyna działać. Do drogi się powoli przyzwyczajam. Rozkoszujemy się Ukrainą :)) Ostatnie 70 km do Kamieńca pokonuję ze stałą prędkością >100 km/h. Mimo dziur. Bo mam dwie opcje: albo jazda czterdziestką, slalomem między dziurami, albo ponad setką – wtedy prędkość magicznie wyrównuje nierówności ;) Deszczu już nie zauważam, na koniec, jak i wczoraj, przestaje padać jak dojeżdżamy do celu, do Kamieńca Podolskiego. Kamieniec Podolski Jest 19. lokalnego czasu. Czyli 420 km po ukraińskich drogach i w deszczu, z przejściem przez granicę i przystankami przejechaliśmy w 7,5 h. Google szacuje ten odcinek na 6 godzin i 50 minut, oczywiście bez przerw i z maksymalną dostępną prędkością. Wychodzi na to, że nie zawsze jechaliśmy przepisowo :) Jesteśmy upierdzieleni jeszcze gorzej niż wczoraj. Kufry boczne mają na sobie warstwę błota. Zastanawiam się jak my to wniesiemy do mieszkania, gdzie będziemy nocować. A śpimy dzisiaj u kolegi Olega, który był jedyną osobą z Couchsurfing, która zgodziła się nas przyjąć w Kamieńcu. Wszystko jest fajnie, jest tylko jeden minus – niespodziewanie zjawili się u niego znajomi z Odessy i poprosili o nocleg. Głupio mu było odmówić, więc mamy dokwaterowanie do naszego pokoju. Nic, może przeżyjemy. Motocykl chcę zostawić pod blokiem, ale Oleg mówi, że 100 m dalej jest parking strzeżony. Idę sprawdzić jaka jest cena nocowania. Spodziewam się czegoś na kształt 10 zł; jak będzie tyle, to przypnę go łańcuchem do ławki pod klatką. Jak słyszę prawdziwą kwotę za dobę, to mam wrażenie, że się przesłyszałem: 7 hrywien. Dokładnie złoty czterdzieści za 24h postoju. Zdecydowanie lubię takie miejscówki. Parkuję moto zaraz pod budką ciecia, żeby miał baczenie. Przy okazji pokazuję mu, że włączam alarm i że jest blokada na tylnej tarczy hamulcowej, żeby czasem nic głupiego mu nie przyszło do głowy. Tak w ogóle, to wymyśliłem sobie, że chyba lepiej będzie blokadę zakładać na tylne koło zostawiając moto na noc pod chmurką – z przodu mam blokadę kierownicy, więc ktoś chcący mi sprzęt ukraść, musiałby przenieć całego jednoślada, bo przepchać na kołach to go nie da rady. Trochę zaskoczony jestem, jak okazuje się, że Oleg to mąż i ojciec i w mieszkaniu, w którym będziemy spali żyje z żoną i dwójką małych (bodajże 6 i 4 lata) dzieci. Ale jest sympatycznie. Dostajemy pokój, w ruch idzie od razu suszarka, tak samo jak pakuły z gazet idą do butów, bo w moich, standardowo, jest powódź. Przy okazji pytam o kamieńską twierdzę, bilety, etc. Okazuje się, że nasz gospodarz pracuje tam, jest garncarzem – czyli tapla się w glinie. Zaprasza do siebie, wejście mamy za darmo, wystarczy mówić na bramkach, że idziemy do niego. Git. Niemniej, generalnie słabo idzie z dogadywaniem się – próbujemy na 4 różne języki, ale pech chce, że Oleg nie rozumie ani polskiego, ani angielskiego, zaś moja znajomość ukraińskiego i rosyjskiego okazuje się niewystarczająca na swobodną rozmowę. Padamy na twarz szybko. Do spania dostajemy duże poduchy, standard w PL 30 lat temu i do teraz na wschodzie. To się okaże trochę przekleństwem, bo rano wstajemy obydwoje ze sztywnymi karkami i bólem głowy – zdecydowanie odwykliśmy od takich frykasów. Spanie w czwórkę w jednym pokoju też dołożyło swoją cegiełkę do mojego złego samopoczucia, bo mam taką przypadłość, że im mocniej jestem zmęczony, tym mocniej chrapię. A, że naszym współspaczom wybitnie to przeszkadzało, więc starali się robić wszystko, żebym nie wydawał żadnych odgłosów. Co w efekcie powodowało, że non stop mnie budzili w nocy. A na to wszystko dzieci urządziły sobie jeszcze rano koncert. Byliśmy dla nich atrakcją, więc wpadanie z hukiem do pokoju, w nadziei, że już nie śpimy uskuteczniały bardzo często :) Tak więc poranek witam prochami i nadzieją, że jak jeszcze chwilę uda mi się zdrzemnąć, to głowa przejdzie. Dzień 3. Na szczęście nikt nas nie goni ze wstawaniem. W sumie powiedziałem Olegowi, że musimy się wyspać, bo jazda dała nam w kość i chyba potraktował nasze słowa poważnie. Wstajemy koło 10., z głową lepiej, trochę ćmi, ale do wytrzymania. Gospodarza nie ma, współspaczy też, jest żona z dziećmi. Babinia życzliwość Jak pakujemy bambetle na motocykl, wychodzi do nas sąsiadka, starsza babinka. Widzieliśmy się z nią wczoraj, wymienilismy uprzejmości, dzisiaj idzie z nami pogadać o Polsce. Jest bardzo serdeczna i miła – przejmuje się strasznie, że pada, zimno i że daleko jedziemy, zaprasza nas na śniadanie. Jak dziękując odmawiamy, to jeszcze bardziej się nakręca. Biegnie do domu, przynosi czekoladę, żebyśmy mieli co jeść, za chwilę znów wraca tam i przez balkon podaje nam jakieś prezenty. Jest przy tym tak serdeczna, że jesteśmy w strasznej kropce – mamy świadomość, że odmawiając sprawiamy jej przykrość, a z drugiej strony nie mamy serca brać czegokolwiek od niej, bo na jakiej podstawie? W końcu, kompromisowo, dziękujemy za czekoladę. Babinka ma łzy niemal w oczach, macha nam z całej siły na pożegnanie, jak ruszamy dalej. I jak tu nie czuć się cieplej? Kamieniecki zamek Nazwisko Olega podane przy bramie wejściowej do zamku powoduje tyle, że rosły pan sprawdzający bilety zdajesię nas zupełnie nie widzieć, jakbyśmy byli powietrzem. Po prostu przeszliśmy, a on nas nawet nie zauważył. A trafiamy akurat na jakąś imprezę – jadąc już przez centrum widzieliśmy spory spęd ludzi plus atrakcje w stylu rycerzy odzianych w kolczugi i zbroje, uzbrojonych w miecze i tarcze i naparzających się w stylu średniowiecznego MMA. I już wtedy zacząłem żałować, że nie możemy tam spędzić tak z połowy dnia. Na zamku to samo – w cholerę ludzi, na środku scena i ekipa instalująca nagłośnienie, po bokach sklepy z pamiątkami, jedzenie na modłę nasto-wieczną, atrakcje w stylu strzelanie z łuku, kuszy i mimo siąpiącego deszczu aż się chce posiedzieć tam dłużej. Najlepsze jest to, że wszystkie atrakcje są strasznie tanie i zupełnie nienachalne! Nawet tłumy ludzi nie przeszkadzały tak bardzo, jak np. w Rzymie, gdzie momentami trzeba się było opędzać od przechodniów i nagabujących handlarzy. Pod zamkiem panowie wojacy mają swój obóz. Iście średniowieczny widok. Nie przepuszczamy tez możliwości odwiedzenia Olega w pracy. To też fajna zabawa, bo praca spokojna, jest ciągły kontakt z ludźmi, a na koniec coś fajnego wychodzi spod jego rąk. Widok na centrum Kamieńca Kolejny kawałek miasta Pogoda ducha Deszcz nie odpuszczał. Siąpi cały czas. Umyśliliśmy sobie, że z Kamieńca pojedziemy jeszcze do Chocimia. W sumie, to i tak niemal w kierunku, w którym jedziemy. Zboczymy niewiele. Na drodze powtórka z rozrywki. Leje, pełno dziur, czasem nawet brakuje asfaltu. Jadę z podniesioną przyłbicą, bo z zamkniętą nic nie widzę. Momentami przestaje ciapać. Teoretycznie dobry moment na rozglądanie się, ale nie bardzo mogę – muszę patrzeć na dziury. Czyli jest wesoło. Przed samym Chocimiem, na moście nad Dniestrem znów mi wyłącza się telefon z GPSem – coś jest nie tak albo z kablem, albo z gniazdem ładowania. Stojąc na poboczu i próbując popodłączać wszystko łapię ze dwa razy gruby rozbryzg z dziury, w którą sobie jakiś ktoś właśnie wjechał. Byłoby wesoło, gdyby nie to, że moje wkurwienie sięga niemal zenitu ;) W końcu wyciągam drugi kabel z torby, wkładam go w powerbanka, pierwszy wypierdzielam – działa, można jechać. W Chocimiu, pod zamkiem, babuszka krzyczy od nas 5 UAH za parking. Mówimy, że na chwilę, zatrzymujemy się i… decydujemy, że jedziemy dalej. Nie chce nam się, szczególnie, że do zamku trzeba iść jeszcze paręset metrów dalej. Wracamy do naszej rozrywki. Deszcz, dziury w asfalcie, czasem w ogóle jego brak. Oby do granicy mołdawskiej, tam mamy wjechać na M14, która wygląda na mapie jak autostrada i prowadzi do samego Kiszyniowa. Pieska granica Granica z Mołdawią mała i szybka. Oczywiście wjeżdżamy bez kolejki, czekamy jedynie chwilę, aż paniom z okienek zechce się wbić nam pieczątki do paszportów. Przy okazji, jedna juba w mundurze próbuje coś do mnie zagadać – ale robi to w tak przesiąknięty władczością sposób, że najprostsze jej pytanie o to jak się jedzie, brzmi jak przesłuchanie. Staram się być miły, ale mam straszną awersję do pokazywania siły i podejścia pt. „co ty mi tu?” i w takich chwilach jak najperfidniej staram się być przysłowiowym dyplomatą, czasem bardziej, czasem mniej zawoalowanym. 10 minut na jedną granicę, 10 minut na drugą i możemy odhaczyć kolejny cel. Jesteśmy w Mołdawii. Człowiek zgłodniał, więc kolejne 15 minut trzeba przeznaczyć na kanapki z mielonym w towarzystwie dwóch psów, które idą za nami jeszcze od strony ukraińskiej. Rzucane kawałki bułek są niemal zasysane przez nie, nie ma znaczenia, że mielony jest z musztardą, albo, że to sama bułka. Psy niemal na sztywno wodzą za nami oczami i reagują na każde najmniejsze nasze poruszenie, w nadziei, że coś spadnie. Ale na koniec okazują się niewdzięcznikami, bo niemal nie dają nam odjechać stamtąd, szczekając, skacząc koło koła i próbując łapać za pięty, jak ruszamy. Bardzo smutnie wygląda ten wjazd do Mołdawii Mołdawia M14 okazuje się rozczarowaniem. Spodziewałem się autostrady, czy czegoś o dwóch pasach, a dostajemy zwykłą drogę z jednym pasem w każdym kierunku. Plus jest jeden: nawierzchnia jest lepsza niż w Ukrainie. Co prawda jej równość jest mocno dyskusyjna, ale nie trzeba jechać wpatrzonym w drogę, jak te psy na granicy w nas, w poszukiwaniu dziur. 250 km do Kiszyniowa pokonujemy w 3h. Co mnie zaskakuje, to prawie całkowity brak ruchu na drodze. Jedziemy niemal sami, od czasu do czasu mijamy jakieś miejscowości, ale wrażenie jest, że jedziemy wśród mocno niezamieszkałych terenów. Jest zimno jak cholera. Padać, nie pada, czasem delikatnie siąpi, nie ma dramatu. Ale prognoza mówiła, że ma być ze 20 stopni, a tu jest całkiem blisko 10. Ciekawe w jakim stanie zdrowia wrócimy do domu :) Na dodatek mój łeb zaczyna przypominać o sobie i ciężkiej nocy. Artjom Kiszyniów wita nas szeroką na 4 pasy drogą wjazdową. Normalnie Europa. Żeby dojechać do Artjoma, naszego dzisiejszego gospodarza trzeba przejechać przez całe miasto. Od razu widać i czuć klimat postsowiecki, natomiast nie robi to na mnie jakiegoś negatywnego wrażenia. Ot, kolejny moloch, szary, z wysokimi budynkami, szerokimi ulicami, specyficznym ruchem drogowym. Nie wiem dlaczego, ale czuję się tu dość swojsko. Z racji tego, że nie dysponuję Internetem, a mam tylko adres mieszkania Artjoma, muszę wrócić do analogowych metod szukania, czyli „koniec języka, za przewodnika”. Ale jak pytam pierwszego lepszego przechodnia o konkretny blok, ten wyciąga z kieszeni telefon komórkowy i szuka na mapie. Ot i symbol nowych czasów. Nie trzeba nic wiedzieć, jak się ma gdzie szukać. Zajeżdżamy pod blok. Dzwonię domofonem – Artjom mieszka na 5 piętrze. Magda zostaję przy motocyklu, ja idę na górę. Otwiera mi młody chłopak i od razu – cześć, daj misia, miło mi. Fajnie, cześć, miło Cię poznać! Spoko, myślę, i proszę, żeby zszedł z nami na dół, to nam pomoże kapkę z bagażami – zabierzemy się ze wszystkim na raz. I zaraz słyszę jazgotanie – z pokoju wychodzi jego, najprawdopodobniej, matka. Coś tam dziamdziają na siebie (po rosyjsku, nie do końca rozumiem, ale nie wygląda to na przyjacielską pogawędkę) i Artjom z kwaśną miną idzie do kuchni po kubeł ze śmieciami. Mama, przechodząc koło otwartych drzwi nawet mnie nie zaszczyca spojrzeniem. Chyba nie za wesoło tam w tym domu jest, mam wrażenie. Pytam chłopaka, czy wszystko ok będzie z noclegiem. Mówi, że tak, że ok. No spoko. Mam w zanadrzu jeszcze jeden kontakt, jedną dziewczynę, która też nam zaoferowała nocleg w razie czego. Mocuję moto (z blokadą na tylnej tarczy) do ławki i pakujemy się na górę. Mieszkanie malutkie – dwa pokoje i kuchnia. Będziemy spali w pokoju naszego gospodarza, razem z nim, na szczęście na osobnych łóżkach. Magda coś przebąkuje, że chyba chciałaby jakiś hotel mieć choć w jedną noc… Artjom to specyficzny chłopak. Ma trochę inne spojrzenie na rzeczywistość – w miarę, jak rozmawiamy, coraz bardziej przypomina mi głównego bohatera filmu „Into The Wild„. Mam wrażenie, że w swoim życiu kieruje się zupełnie innymi kategoriami niż większość ludzi, mniej przyziemnymi – rozumiem jego podejście, ale jednocześnie mu współczuję, bo nie znajdzie za bardzo zrozumienia – a wśród ludzi i wobec dorosłego życia będzie się czuł wyobcowany, stłamszony. Widać ewidentnie, że z matką mu nie po drodze i że ani jedno, ani drugie nie ma świadomości wzajemnych oczekiwań od siebie i ich stosunek doszedł do poziomu ciągłej irytacji i narzekania na siebie. Chłopak ma plan – chce z karimatą, śpiworem w plecaku, dwiema parami gaci i bez pieniędzy objechać całą Europę. Pokazuje mi mapę planowanej trasy. Zamysł śmiały i fajny i nawet do zrobienia bez kasy, przy odrobinie wyrozumiałości dla ewentualnego sypiania czasem na kartonach, czy nieczęstego jedzenia. Natomiast łamię mu trochę jego plan informując, że Couchsurfing, na którym oparł szkielet swojej wycieczki, każe sobie płacić za dostęp do serwisu (bez niego możemy wysłać 10 zaproszeń tygodniowo, co de facto nie pozwala na zaplanowanie dłuższego niż 2-3 dniowego wyjazdu). Mam nawet wrażenie, że bardzo głęboko się tym faktem przejął – nie zwraca uwagi na to, że ta opłata to €17 rocznie i, że nawet dla niego nie powinna być problemem. Efekt jest taki, że jak idziemy spać, to siedzi z nosem w telefonie i patrzy za informacjami w temacie, w nocy budzi się i też czyta i rano oznajmia mi, że on chyba nie będzie musiał jednak płacić. Nie zgłębiam z nim tematu, szczególnie, że rano zachowuje się bardzo dziwnie i odmiennie od miłego przywitania wczoraj – tak, jakby chciał, żebyśmy już sobie pojechali i dali mu święty spokój. Nie jest to wcale miłe i nie znajduję wytłumaczenia na takie podejście. Ten ranek i takie dość ignorujące traktowanie powoduje, że wczorajsze „zrozumienie” i delikatne współczucie dla niego zostaje zastąpione wkurzeniem. Idziemy mu na rękę i zbieramy się stamtąd w pół godziny, bez śniadania. Trochę nie do końca to ogarniam, bo później dostaliśmy w CS dość miły komentarz z jego strony. Chodzi mi po głowie taki termin, jak „dwubiegunowość” – może to jest odpowiedź? Dzień 4. Plus tej sytuacji jest taki, że nie guzdraliśmy się rano i mamy dzisiaj trochę więcej czasu na jeżdżenie. Moto stoi ładnie na swoim miejscu, poranny serwis i nasze krzątanie się koło maszyny przyciągają wzrok przechodniów. Dzisiaj chcemy dojechać do Odessy jadąc przez Naddniestrze. Niby mamy tylko 200 km do zrobienia, ale nie wiemy co nas czeka w tej „rosyjskiej części” Mołdawii. Ponoć niekoniecznie może być różowo na granicach i ogólnie z jazdą przez ten „kraj”. Jak wieczorem siedzieliśmy u Artjoma, przyszli do niego znajomi i trochę pytaliśmy, czy jest coś ciekawego do zwiedzenia. Wskazali na twierdzę w Benderach, zaraz za „przejściem granicznym” między Mołdawią a Naddniestrzem. To idealnie po drodze dla nas, poza tym twierdzili sam pobyt i przekraczanie granicy powinny być bezproblemowe. Oby mieli rację. Na wszelki wypadek sprawdzam, czy jest alternatywna trasa do Ukrainy w stronę Morza Czarnego, taka, żeby móc ominąć separatystyczne państwo i nie wracać na północ. Jest, więc mamy spokój. Jak będzie problem na granicy, to najwyżej każę im się całować w nos i zawrócimy. Kiszyniów Przed opuszczeniem miasta jedziemy zrobić jeszcze raz rundkę dookoła mołdawskiej stolicy. Podoba mi się tu. Czuć sowieckiego ducha, ale jest kolorowo, jak dla mnie przyjemnie. No i słońce wyszło i ciepło się zrobiło, może też dlatego? ;) Copywriter dostał chyba premię za nazwę tego centrum handlowego Hotele mają tu swoje pomniki Mołdawskie MSW i parlament Jeździmy tam, gdzie wilki boją się… wypróżniać :) Śmieszne mają te nazwy na stacjach benzynowych. Było Okko, Wog, chyba Elo, a teraz mamy Tirex. Na Tirexie tankujemy. Państwo mają problem z nami, bo chcę płacić kartą, a nie powiedziałem im tego przed tankowaniem. Dziwne, że są wkurzeni, bo na drzwiach są naklejki chyba wszystkich możliwych kart płatniczych, terminal jest zbliżeniowy, a nigdzie nie widzę informacji, że trzeba poinformować o tym fakcie przed zalaniem. W końcu się udaje, ale z widocznym fochem ze strony pana od dystrybutora. Trochę polskiej historii w Kiszyniowie Jak narzekaliśmy u Artjoma na pogodę, że dramat, mówił, że oni też dopiero mają pierwszy dzień ciepły, a dwa dni wcześniej to przez miasto przeszedł cyklon. Mijamy od czasu do czasu tego dowody. Wyjeżdżamy za Kiszyniów. Ni z tego, ni z owego – bum: Nie ma żadnych drogowskazów, wielkich parkingów, po prostu jedzie sobie człowiek drogą i widzi lotnisko na poboczu. O, tak o. Przynajmniej teraz już wiem gdzie jest. Dopiero teraz czujemy, że nam się wycieczka zrobiła. Jest słonecznie, gorąco, ruch niewielki. Magda w końcu wyciągaaparat. Jedzie się spokojnie, 90-100 km/h normalnie i równe 50 km/h w miasteczkach. Mołdawcy się wzięli na sposób i w każdej z miejscowości które mijamy wsadzili odcinkowy pomiar prędkości. I nie mają problemu z dzidowaniem w terenie zabudowanym. Nawierzchnia też lepsza. Byle przystanek, a na nim mozaika Tu powstaje mołdawskie wino Zastanawiam się, czy właściciel sobie nie zdawał sprawy z rzeczy oczywistej w rejestracji, czy urzędnik nie zastanawiał się nad tym wydając blachy, czy w końcu ktoś wymyślający schemat numeracji nie przewidział takiej okoliczności? Naddniestrze Dojeżdżamy do „granicy”. Zatrzymujemy się przy stopie po mołdawskiej stronie, policjant tylko macha, żeby jechać. 100 metrów dalej stoją drugie budki. Naddniestrzańskie. Podjeżdżamy bez kolejki, jako pierwsi. Paszporty idą do okienka. – Dokąd!? – Do Odessy. – Ile zostajecie tutaj? – Nie zostajemy, jedziemy prosto. – Aha. Czyli tranzyt. W Naddniestrzu jest trochę posrany system meldunkowy. Bez obowiązku informowania policji o swoim pobycie można tu przebywać max 10h, potem trzeba udać się na komisariat z karteczką z hotelu czy innego miejsca noclegowego i się meldować. My tranzytem, spędzimy tu parę godzin, więc ten problem nas ominie. Po chwili dostajemy paszporty z powrotem, wraz z karteczkami tranzytowymi. Oprócz naszych nazwisk pisanych cyrylicą, numerów paszportów jest ładnie wypisana godzina naszego wyjazdu. Czyli od teraz + 10 h. To co, to już wszyskie „procedury” za nami? Nie. Pan celnik stojący na zewnątrz mówi do mnie coś po rosyjsku. Nie do końca rozumiem, bo mówi szybko, a ja mam kask na głowie, więc słabiej słychać. Proszę, żeby powtórzył. A pan celnik myk! i płynnie przechodzi na angielski: czy jestem pierwszy raz w Naddniestrzu? Tego się nie spodziewałem! No tak, pierwszy. To muszę zapłacić cło za motocykl. Racja, teraz sobie przypominam, że trzeba zapłacić jakieś parędziesiąt złotych za możliwość wjazdu tutaj własnym pojazdem. Parkuję w miejscu wskazanym przez mundurowego, Magda zostaje przy moto, a ja idę ogarniać biurokrację. Wchodzę do baraku, wskazują mi okienko po lewej. Siedzi tam ładna pani, nadszarpnięta co prawda przez ząb czasu i gromadkę dzieci, ale nadal robiąca, przynajmniej na mnie, wrażenie. Daję jej dowód rejestracyjny, pani bierze i klepie coś w komputer. 5, 10 minut, co jakiś czas zadaje jakieś pytania, a ja cały czas trochę specjalnie lampię na nią i uśmiecham się jak najbardziej potrafię. Kminię, czy walnąć jej jakiś komplement, czy nie i czy i jaki będzie to miało wpływ na moją „sprawę”. W końcu nie ma okazji, więc się nie odzywam. Jak już kończy, pyta mnie jaką mam walutę. Domyślam się, że chodzi o płacenie. Przez głowę przelatuje mi, że gdzieś czytałem, że akceptują jedynie ichnie ruble, ewentualnie Euro, a jak nie, to są problemy. – Mam tylko hrywny – lecę va banque i robię najniewinniejszą w świecie minę – i polskie złotówki. Ja tylko na Ukrainę wybierałem gotówkę, w Mołdawii nie potrzebowałem, dlatego – uśmiecham się. Pani patrzy na mnie, robi zatroskaną minę i kiwa głową, że ok. Ha, czyżby mój urok osobisty zadziałał i łyknie to? Nie wierzę. Pani coś tam drukuje, daje mi karteczkę i mówi, że płacić mam naprzeciwko. Biorę, dziękuję i obracam się do drugiego okienka. Tam, trochę smutniejszy pan pyta jaką walutą będę płacił. Mówię, że hrywnami. Pan robi wielkie oczy, zdumione, a tu nagle, zza moich pleców wyskakuje pani z okienka obok i mówi, żeby brać hrywny. Stoję, obserwuję ich dialog, jak pani pana przekonuje i nie wtrącam się. Po chwili pan mówi „no dobra, będą hrywny”. Szkierwa, ten mój urok jednak działa! Liczy na kalkulatorze, liczy i mówi – 400 UAH. Płacę hrywnami, a pan zadaje pytanie – a wy, w Polsce, macie co, Jewro? Hrywny? – Nie – śmieję się – mamy tylko polskie złotówki. Grzebię w kieszeni i wyciągam 50 groszy. – O, tak właśnie wyglądają – daję mu pooglądać. Widzę, że się oczy zaświeciły i już ma ochotę schować do kieszeni, ale mu chyba trochę głupio. Ułatwię ci to, kochaniutki, ale nie za darmo. – Chcesz? – pytam. Kiwa, że tak. – To daj mi jakąś waszą walutę, a tę sobie weź. Celnik momentalnie sięga do kieszeni i daje mi naddniestrzańskiego rubla. Cały plastikowy, śmieszny, ale fajny, inny. O, tak, to mogę interesy robić :) Mam iść do trzeciego okienka. Tam jeszcze smutniejszy pan najpierw mnie legitymuje, potem z miną wartą lepszej sprawy, po rosyjsku tłumaczy mi co jest napisane na papierku, który mi przekazuje: dostaję dokument, z którym przez miesiąc mogę swoim motocyklem jeździć po terytorium Naddniestrza. Po czym, z poważną miną pyta mnie czy zrozumiałem i wręcza świstek. Z równie poważną miną odpowiadam, że tak i nabożnie przyjmuję papier. Mam jeszcze ochotę stuknąć obcasami i wymaszerować po żołniersku, ale kończę zwykłym spasiba. Witamy w Naddniestrzu. Stoimy jeszcze chwilę na papierosie i widzę, jak pierwsza pani wychodzi na zewnątrz. Niestety, teraz ząb czasu i dzieci widać w całej okazałości. Czar pryska, niestety. Próbowałem jeszcze zrobić z biodra zdjęcie panów celników w pracy, ale trochę się cykałem i nie wyszło :/ Bendery Wjeżdżamy do Bendery. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to szerokie drogi i pusto na ulicach. Drugie, to Szeryf. Szeryf po raz pierwszy Szeryf, czyli największa korporacja w Naddniestrzu, kontrolowana przez ichniego byłego prezydenta. Poliszynel mówi bez ogródek o mafii, rosyjskich służbach i innych szemranych powiązaniach, w każdym razie tym logo sygnowane są stacje benzynowe, supermarkety, sieć telefonii komórkowej, najbardziej znany mołdawski klub piłkarski i panbuk wie, co tam jeszcze. Jednym słowem Szeryf to Naddniestrze, a Naddniestrze to Szeryf. Szukamy twierdzy. Mapy Google prowadzą, choć okolica robi się dziwna, bo wjeżdżamy przez bramę do jakiejś fabryki. Ale są znaki, że to dobra droga. Baron Munchausen W końcu zajeżdżamy przed stróżówkę, przy której stoi umundurowany młodziak. Musimy wejść do środka i kupić bilety. W środku powtarza się sytuacja z „granicy” – na dzień dobry informuję, że mam tylko hrywny, ale koniecznie chcemy wejść. Niewinna i przepraszająca mina robi swoje i od razu słyszę „haraszo, dwiestie griwni„. Robię teatralną minę, że to strasznie drogo i że mam tylko 196 – nie ma najmniejszego problemu, tak naprawdę te dwieście powiedział w zaokrągleniu. Całkiem mili ci naddniestrzańcy. Wszystko z uśmiechem. Specyficzny ten dojazd do twierdzy Twierdza ładna, większa, niż ta w Kamieńcu, choć w sumie nic spektakularnego w środku nie ma. Mury z wieżyczkami, można po nich pospacerować, na wieżyczki wyjść i popatrzeć na Dniestr (zwany tu Tyrka) meandrujący niedaleko, w środku dziedziniec z niewielkimi zabudowaniami, wszystko w obrębie 100 na 80 m, na dziedzińcu ładny trebusz, dyby, w zabudowaniach muzeum, w którym niektóre opisy są nawet po angielsku. Niedaleko jest cerkiew św. Aleksandra Newskiego, wszystko bardzo ładnie odnowione, widać, że ktoś o to dba i komuś na tym zależy. Zdecydowanie warto spędzić tutaj z godzinkę. Baron Munchhausen, który, wg legendy, wleciał do fortu na kuli armatniej cerkiew św. Andrzeja Newskiego Chłopak bardzo chciał być naszym przewodnikiem, ale niestety, po rosyjsku mu nie wyszło. Niemniej, nie odstępował nas na krok. Czaszunia – mistrz! Szeryf, pobeda i milicjanty Z Benderów do Tyraspolu jest 10 km. Ale jedzie się 15 minut. Nie dlatego, że taki ruch, ale dlatego, że o naddniestrzańskich milicjantach krążą legendy. Polacy tutaj nie mają żadnej ochrony konsularnej, większość ubezpieczeń tu nie działa, więc przy jakimkolwiek problemie człowiek jest zdany tylko i wyłącznie na siebie. Stąd maksymalna prędkość jaką rozwijałem, to było tyle, co kazały przydrożne znaki minus 5 km/h, żeby niepotrzebnie nie prowokować ewentualnych mundurowych. Średnie tempo, które tam osiągnęliśmy oscylowało w efekcie w okolicach 40 km/h. Miało to też swoje dobre strony – mogłem bezproblemowo kręcić głową na wszystkie strony i w końcu zabawić się w turystę. Szeryf po raz drugi i jego wizytówka Szeryf po raz trzeci Stolica Naddniestrzańśkiej Republiki Mołdawii wita! Szeryf po raz czwarty Szeryf po raz piąty „Zwycięstwo (Pobeda)” to słowo przewodnie w tamtych okolicach Szeryf po raz szósty Szeryf po raz siódmy Z Tyraspolu do granicy z Ukrainą jest jakieś 30 km. I była to jedna z piękniejszych dróg, jakimi jechaliśmy. Cały czas prosto, w szpalerze drzew, od czasu do czasu jakiś zakręt, zabudowania, ciepło, słonecznie, fantastycznie. Te mozaiki naprawdę ładne były Koniec Naddniestrza розмовляти czy говорить? Granica – standard. Od razu jedziemy na przód kolejki, gdzie panowie mołdawscy sprawdzają paszporty, zabierają karteczki tranzytowe i salutują – droga wolna. Kurcze, czy myśmy właśnie wyjechali z Naddniestrza? Bo nie wyglądało, a przynajmniej nie dało się to przyrównać do żadnej historii zaczytanej w Internetach. Do granicy ukraińskiej trzeba przejechać przez most nad jednym z dopływów Dniestru. Jak widać poniżej i tu kwitnie mrówczany biznes. Tu się nie trzeba się przeciskać, bo nikogo przed nami nie ma. Ale ukraiński pogranicznik po raz pierwszy każe otworzyć nam wszystkie kufry i sprawdza co jest w środku. Nie omieszkuję zrobić ostentacyjną minę i żacham się ze dwa razy, żeby dokładnie zrozumiał, co myślę o sensowności sprawdzania turystów/motocyklistów z dalekiej Polszy – nie ten target, drogi panie! Przy okazji, trochę niechcący stawiam do pionu celniczkę sprawdzającą nam paszporty. Rejon Odessy jest rosyjskojęzyczny. Mało kto tu używa ukraińskiego. Ja ni w ząb nie rozróżniam pierwszego od drugiego, o ile mój rozmówca nie używa słów, które znam i przez które mogę stwierdzić kto jakim językiem się posługuje. Takim przykładem jest „mówić” („gawarit’/rozmawljaty„). Z czystej ciekawości, stojąc przy okienku pytam, czy ona gawari, czy rozmawliaje. I w sekundzie widzę prostującą się na krześle panią, jakby co najmniej generał wszedł do ich kantorka, śpiesznie odpowiadającą, że ona oczywiście „rozmawljaju” i momentalnie oddającą nam paszporty. Przestraszyłem się delikatnie, bo i ja w tej samej sekundzie zdałem sobie sprawę, że na dobrą sprawę moje pytanie mogło zabrzmieć, jakbym co najmniej weryfikował ukraińskość ukraińskiej mundurówki. Ale zamiast złości, widzę w jej oczach życzliwość, jakbym przypomniał jej o czymś, co powinna i chce robić, ale o czym zapomina. Oczywiście żegnamy się ukraińskimi „djakuju/budlaska” i „do pobaczenia” i uśmiechnięci znów wjeżdżamy do kraju naszych sąsiadów. Ukraińska strona przejścia Ponownie Ukraina Do Odessy mamy jakieś 80 km. Wraca stara śpiewka z jakością asfaltu, choć aż takiego dramatu nie ma. Udaje się spokojnie osiągnąć prędkość przelotową w okolicach 100 km/h. Troszkę inne ozdobniki przystanków To jest stały, przydrożny element i chyba pozostałości po starych czasach, bo teraz samochody tak często się nie psują. Choć patrząc na stan dróg mam wrażenie, że ciągle w użyciu ;) Gierojom – rodzina Dla mnie to kwintesencja ukraińskiej wsi: koń, furmanka, babuszka i komórka przy uchu Tu powstaje słynne ukraińskie, naddniestrzańskie wino Śpimy dzisiaj na południowych obrzeżach Odessy, w zasadzie rzut beretem od przystani promowej w Czernomorsku, skąd odpływają promy do Gruzji, a z których to zamierzamy skorzystać w planowanej na przyszły rok wycieczce na Kaukaz. Vladimir Naszym gospodarzem jest Vladimir, sześćdziesięciodwulatek, były marynarz, niezły oryginał, na co wskazywały jego zdjęcia na Couchsurfingu. Pisał przed naszym przyjazdem, że przy wjeździe do jego domu jest strażnik, gdzie trzeba się zameldować. Pomyślałem sobie o jakimś małym zamkniętym osiedlu, ze szlabanem. Na miejscu okazuje się, że jest to całe zamknięte osiedle ale domów jednorodzinnych i wygląda jak jakieś high-endowe miejsce dla ludzi o zasobniejszych portfelach. Krótka dyskusja z panami cieciami, po której dzwonią do naszego znajomego, żeby potwierdzić nasze przybycie i 5 minut później Vlad wita nas w bramie swojego domu. „Brama” na osiedle Kurde, zdjęcia nie kłamały. Długa broda i równie długie, acz tylko na potylicy włosy, gdzie ani jedno, ani drugie dawno nie widziały grzebienia, zgrzebna koszulina na plecach, znoszone plastikowe klapki na nogach – jakbym go takiego zobaczył pod mostem, z reklamówką i wózkiem z kartonami, to serio, w ogóle bym się nie zdziwił. Ale zagaduje do nas w ładnej angielszczyźnie, bardzo z sensem i jakby w opozycji do wyglądu. Widać, że to jego świadomy wybór. Chwila rozmowy i wychodzi na to, że moje odczucia były trafione. Vlad to bardzo inteligentny człowiek i okazuje się, że z bogatą przeszłością – jest emerytowanym kapitanem(!) statków dalekomorskich. Takie funkcji nie dostaje byle kto. Pływał przez pół życia u różnych armatorów, odłożył trochę grosza i dlatego mógł się wybudować tutaj. Jako marynarz ma mnóstwo opowieści w zanadrzu. Niestety, przy okazji wychodzi z nich jego druga strona – przez wszystkie historie przebija się potężna ilość zgorzknienia człowieka, który pomimo piastowania wysokiej funkcji, ze względu na narodowość był bardzo mocno wykorzystywany przez swoich pracodawców i to niekoniecznie w legalny sposób. Z jednej strony był odpowiedzialny za statek i ładunek który przewoził, z drugiej strony musiał wykonywać polecenia tych, którzy mu płacili, pod groźbą utraty pracy, czy nieuregulowania należności. Bycie przez wiele lat pod ogromną presją, połączone z dużą inteligencją, byciem szefem, a jednocześnie koniecznością podporządkowywania się dziwnym i nie fair poleceniom sprawiły, że stał się człowiekiem o specyficznych poglądach i dość mocnym przeświadczeniem o swojej racji, z jednoczesną bezkompromisowością. Fakt, spojrzenie na życie miał sensowne, natomiast byłem niemal pewien, że nie ma za wielu znajomych, a nawet ci, którzy mają z nim kontakt twierdzą, że jest trudnym człowiekiem. Dom duży, choć nieukończony. Dostajemy duży pokój na piętrze, tylko dla nas – w końcu! Odessa Długo w nim nie zabawiamy – szybka przebierka i mykamy do centrum miasta. Stały element obrzeży miasta. 20 pięter, a co? Dla mnie to trochę sentymentalna wycieczka, bo o ile w Odessie byłem wiele razy, to tylko raz, za gówniarza, jeszcze w ubiegłym wieku, byłem tak na dłużej, z rodzicami i rodzeństwem, stricte turystycznie. Pamiętam moją ulubioną rozrywkę po codziennych pobytach na plaży – brałem mapę, wsiadałem w autobus, jechałem pod morskoi vokzal (port) i eksplorowałem sobie centrum, na własną rękę, samotnie. Najlepsze było to, że miałem wtedy raptem 12 lat, a moja matula nie bała się mnie puszczać samego do obcego miasta. Efekt był tego taki, że pod koniec pobytu brałem młodszego o 2 lata brata i sam pokazywałem mu miasto. Dzisiaj, jak sobie to przypominam, to aż nie mogę uwierzyć w to, że moi rodzice mieli aż takie zaufanie do mnie (przypominam, telefony komórkowe nie istniały, niemal tak samo jak Internet). Aż miło było zobaczyć znajomą sylwetkę dworca kolejowego i przejechać sobie trasą w stronę opery i Schodów Potiomkinowskich. Plac Katarzyny i Katarzyna II na cokole Opera odeska Teraz parkujemy przy Bulwarze Przymorskim. Oczywiście trzeba zapłacić 20 UAH haraczu za 3h stania i idziemy pokazać Magdzie schody. A tam zonk. Schody zamknięte i cały widok z bulwaru na port jest zasłonięty. Tak skutecznie, że nie widać nic. Duża szkoda, bo to jakby Wieżę Eiffla zakryli. Idziemy szukać jedzenia w takim razie. Ja to koniecznie chcę zjeść bliny i soljankę. A tu drugi zonk – wszędzie tylko pizza i shoarma. Chodzimy, rozglądamy się, w końcu Magda wpada na pomysł, że chyba trzeba zwyczajnie zasięgnąć języka. Włazimy do pierwszej-lepszej knajpy i pytamy, gdzie można coś takiego zjeść. Okazuje się, że tam, gdzie trafiliśmy! Co prawda takie frykasy to menu śniadaniowe, ale dla nas je przygotują. No i mamy moje ukraińskie żarcie – okazuje się, że karta dań jest całkiem bogata w lokalne przysmaki. Idziemy na całość – 7-daniowa wyżera + piwo, cola = 56 zł (400 UAH). Ja poproszę o takie ceny w Warszawie. W domu czeka nas mała niespodzianka. Nasz gospodarz, najpierw delikatnie pyta, czy może mieć do nas prośbę, a potem wali z grubej rury: każe sobie płacić za to, że zużywamy mu prąd, wodę i inne media. Całe pozytywne wrażenie w sekundzie znika. Co prawda życzy sobie drobnej kwoty, ale fakt jest faktem. Couchsurfing jest darmowy i tam mocno gonią za takie praktyki. Poza tym to on nas zaprosił do siebie, więc nachodzi mnie dziwne wrażenie, że koleś po prostu ściąga do siebie ludzi, potem każe im płacić i w ten sposób zbiera sobie na comiesięczne opłaty. Cóż, każdy orze, jak może. Na szczęście spanie jest wygodne. I mamy suche ciuchy. W końcu! Dzień 5. Rano zdajemy sobie sprawę, że to już wtorek! Dzisiaj czeka nas trasa do Kijowa. To niby aż 500 km, ale Odessę i stolicę Ukrainy łączy jedyna w tym kraju autostrada. Powinno być szybko. Nie spieszymy się w takim razie – idziemy jeszcze chwilę pooglądać morze. Babcia ze stołeczkiem – mistrz. Nasz ekscentryczny gospodarz dopełnia obrazu Zauważcie na pierwszym zdjęciu jak szczelnie obudowana jest ta plaża wszelakiej maści domkami. A wg słów naszego gospodarza jest to JEDYNA publiczna i darmowa plaża w okolicy; wszystkie inne są prywatne albo płatne. Nie chcemy sobie nawet wyobrażać, co tu się dzieje „w sezonie”. Sopot przy tym to pewnie pikuś. M05 Wyjeżdżamy koło południa. Finalnie, w Kijowie zabukowaliśmy hotel z pokojem dwuosobowym. Czas na trochę przyzwoitych warunków. Trasa M05 którą jechaliśmy, momentami jest autostradą jaką znamy choćby z polskich dróg. Nawierzchnia nie jest pierwy sort, ale w porównaniu z tym, co mieliśmy dotychczas, to niebo, a ziemia. W zasadzie oprócz oglądania ciekawych niekiedy widoków, nic się nie dzieje. Panorama miasta To nie jest Norwegia tylko Ukraina Parędziesiąt kilometrów przed Umaniem wyprzedza nas kolumna radiowozów na sygnale. Same światła, bez syren. Nikogo nie ścigają, tylko sobie jadą, z piętnaście samochodów. O ile znam przepisu ruchu drogowego, kolumny pojazdów uprzywilejowanych nie wolno wyprzedzać. Ale widzę paru śmiałków, najczęściej w samochodach z przyciemnianymi szybami, którzy śmiało się przeciskają i nikt im uwagi nie zwraca. Obserwuję ich dobry kwadrans, aż w końcu sam zaczynam mijać suki, jedną po drugiej. Powolutku, nie przekraczając za bardzo dozwolonej prędkości łykam samochód za samochodem. Zostają mi jeszcze ze dwa z przodu, gdy nagle jeden z radiowozów włącza syrenę i coś tam napierdziela przez megafon. Zwalniam, daję się wyprzedzić, po czym widzę w kolejnym aucie wielce wkurzonego gliniarza na siedzeniu pasażera energicznie stukającego się po głowie i sprzedającemu w moim kierunku parę jobów. Oho, chyba nagle coś im się nie spodobało. Wracam, gdzie moje miejsce, czyli za całą kolumnę i myślę, jak bardzo będę zły, jak trzeba się będzie za nimi ciągnąć do samego Kijowa. Na szczęście zatrzymują się na poboczu przy zjeździe na Umań. A za Umaniem wraca drogowa Ukraina. I znów klnę. Wot autostrada. Trzeba będzie zawieszenie sprawdzić po powrocie. 40 km przed Kijowem zaczyna się korek. Jest zwężenie i kończy się płynna jazda. Ale patrzę, jest duże pobocze. Nieasfaltowe, co prawda, ale w końcu mój motocykl na takie nawierzchnie też się nadaje. Manewruję, wjeżdżam między pojazdy, ruszam do zjazdu… i mam największego farta w całej mojej karierze motocyklowej. Do teraz nie wiem jak to zrobiłem, ale chyba zadziałał instynkt. Otóż zjeżdżając na to pobocze popełniłem dwa błędy: po pierwsze nie pomyślałem, że jestem w Ukrainie i jakiś kierowca samochodu wpadnie na taki sam pomysł co ja, a po drugie, będąc zasłonięty nie upewniłem się, że ktoś tym poboczem jedzie. A koleś po prostu tamtędy zapie*dalał. Nie widziałem pędzącego samochodu, nie pomyślałem o tym, że trzeba zahamować, ja to po prostu zrobiłem. Może go usłyszałem? Nie wiem. Podejrzewam, że dzięki ABSowi zdołałem utrzymać motocykl w pionie, bo sprzęgło było w 3/4 puszczone, gaz dodany, hamowanie gwałtowne, a my we dwójkę i obładowani.. I zaraz miałem przed oczami co by było, jakbym nas wbił pod ten samochód. Uff.. To jest jedna strona drogi a to druga. Ukraina w pełnej krasie. Stolica Wjazd do Kijowa jak do Warszawy przez Janki, tylko z gorszą nawierzchnią. Nasz hotel jest na strasznym zadupiu, ale całkiem ładny. 80 zł kosztuje nas dwójka ze śniadaniem. Pół godziny później wyruszamy na miasto. Tym razem już normalnie, metrem. Stacja metro Złota Brama Metro Majdan Niezależności i jeden z najniższych zjazdów pod ziemię do pociągu na świecie Najpierw na Chreszczatyk i pod Majdan Niezależności, stamtąd pod Sobór Sofijski, gdzie trafiamy na jakąś sporą imprezę/koncert, a potem na pieszki, pod Złotą Bramę. Plac Niezależności Majdan Niezależości Chreszczatyk Plac Sofijski i Bohdan Chmielnicki na cokole Sobór Sofijski Złota Brama Tam trafiamy na kolejny kwiatek – na schodach siedzi sobie pan Jarosław Krysko i śpiewa sobie ukraińskie piosenki ludowe, przygrywając na bandurze. Staję z otwartą gębą i słucham, dobre 15 minut. Jeśli ktoś lubi wschodnią, ościenną twórczość ludową (ja osobiście cenię ją dużo bardziej niż polską), to pana Jarosława bardzo polecam. Tu znajdziecie zestaw filmów z jego muzyką. Kijów, niestety, sporo zimniejszy od Odessy. Po drodze jeszcze próbuję kupić fajki, ale w centrum nie ma Marlboro czerwonych. Nigdzie. W Odessie, w sumie, też nie było, ale tam pytałem raptem w dwóch kioskach. Tu nie ma w żadnym sklepie. Szukamy też jakiegoś ukraińskiego jedzenia, ale standardowo, króluje szoarma i pizza, czasem jakieś sushi. W końcu siadamy w gruzińskiej restauracji, zaraz koło Złotej Bramy. Ceny jak w Warszawie. Ale przynajmniej smacznie. Wracamy przemarznięci do hotelu. Dzień 6. Ranek mamy chłodny, ale na szczęście słoneczny. Dziś do zrobienia mamy przeszło 800 km, musimy dojechać do Warszawy. Udaje nam się wyjechać przed 10. Plusem jest to, że mamy godzinę różnicy czasowej zapasu. Jazda przez Kijów trochę na „wimięojcaisyna”. Ruch jest spory, robót drogowych równie dużo, kierunkowskazów mało, a manewrowanie ponadczterystukilogramowym w sumie jednośladem, z dość wysokim środkiem ciężkości nie należy do najprostszych. Najpierw jedziemy wylotówką na Lwów, żeby parę km za Kijowem skręcić w lokalne drogi i wyskoczyć na E373 na Kowel i Terespol. E373 Jest słonecznie, ale zimno. Tak bardzo, że zakładamy w zasadzie wszystko, co mamy ciepłego na siebie. Magdzie się leje z nosa, mnie dusi w płucach. Dwa pierwsze dni dają o sobie znać. Dobrze, że nie pada i jest jakby nieukraińska nawierzchnia na drodze – nie ma dziur. Jest całe mnóstwo bocianów. Latają, brodzą, chodzą, polują, siedzą w gnieździe, do wyboru, do koloru. Sporo tu też traw wypalają, przy samej drodze. Dobrze, że widoki się też trochę zmieniają. Są i brzozy. Dużo tych brzóz na wschodzie. Znajduję ten obrazek wielce wymownym (ze względu na sąsiedztwo koni i kominów) Pograniczna uprzejmość Na granicy jesteśmy koło 17. polskiego czasu. Kolejka jak w Medyce – 3 pasy zajęte na kilkaset metrów. Ciężko się nawet przeciskać. Omijamy, ale tym razem jedziemy po wschodniemu, pod prąd. Tak samo, z resztą, jak jakiś samochód przed nami. Nikt nie zwraca uwagi. Przy ukraińskich budkach trzeba odstać parę minut, jest spora kolejka. Ale wszyscy są mili, nikt się nie piekli, poproszony, każdy wskazuje gdzie i co trzeba robić. Formalności trwają z 15 minut i jedziemy na stronę polską. Tam, na pasie dla obywateli UE mały ogonek – czeka z 5 samochodów. Przy okienku odprawiany jest ukraiński autokar. Znaczy się, to potrwa. Stajemy z boku, przy pierwszym samochodzie i czekamy. W słońcu jest zdecydowanie goręcej, a my wyubierani. Po chwili zza nas wychodzi zdenerwowana panienka z plikiem paszportów i idzie w stronę budki. 10 sekund później z jeszcze bardziej niepyszną miną maszeruje z powrotem do samochodu, widać, że ucałowała klamkę, tudzież natrafiła na nieczułych strażników. Aż czuję jej wkurzenie. Celnik macha. Pierwszy samochód rusza, my zaraz za nim. W sumie zasada jest taka, że na znak pogranicznika powinien podjechać jeden pojazd, chyba, że wyraźnie macha za kolejnym. Ten nas niby nie woła, ale wcale nie każe nam się cofać. Co więcej, bierze paszporty od tych pierwszych i podchodzi wziąć od razu nasze. Słyszymy polecenie zaparkowania z przodu i jak ci przed nami odbiorą paszporty, to mamy iść po swoje. Czekamy spokojnie 5 minut, sytuacja odbywa się tak, jak miała się odbyć i jak wracam z naszymi paszportami do motocykla, słyszę dziamdzianie. To nasza sfochowana panienka (siedzi w samochodzie z dzieckiem i starszym dziadkiem za kierownicą) ma pretensje, że ona musi czekać, a my wbiliśmy się przed kolejkę. Grzecznie ją pytam ile przez nas dłużej czekała – minutę? Bo tyle to tak naprawdę trwało. W tym momencie dziadek dostaje niemal apopleksji i zaczyna pluć na kierownicę coś o zasadach, kolejkach i chamskim zachowaniu. Widać, jego frustracja szuka jakiegoś ujścia. Nie chce mi się wdawać w polemikę i dywagować na temat tego, co jest chamskie, a co nie, więc życzę mu miłego dnia i obracam się na pięcie. Taka to typowo polska mentalność psa ogrodnika – skoro on czeka, to inni też muszą. Bez znaczenia jest to, że nasza odprawa trwała raptem minutę. On ma źle i nie ma możliwości manewru, więc wszyscy mają mieć tak samo. Daję sobie rękę uciąć, że kobita wcześniej szła właśnie po to, żeby zostać obsłużoną bez kolejki i pewnie argumentowała to faktem jazdy z dzieckiem – jej nie wyszło, więc dlaczego innym mogło? Witamy w kraju! Польща Zostało nam jakieś 270 km do domu. Za obwodnicą Lublina zaczyna się ruch – wszyscy wracają z majówki, a droga to niemal ciągły plac budowy. Robi się coraz zimniej, więc jedyna myśl, którą mamy, to żeby jak najszybciej dotrzeć do Warszawy. Oszczędzę Wam szczegółów, ale ta końcówka trasy okraszona była dość karkołomną jazdą, niekoniecznie respektującą przepisy drogowe. Na plus należy zapisać coraz większą świadomość kierowców samochodów i bardzo częste ustępowanie nam drogi, żebyśmy mogli przejechać szybciej. Widać, przypadek na granicy był sytuacją jednostkową. Drogę od granicy robimy w 2,5h, w domu jesteśmy na 21. Czyli 800 km z Kijowa, ze wszystkimi przystankami i przekroczeniem granicy zrobiliśmy w trochę ponad 12h. W sumie, przejechaliśmy 2680 km, a całość wycieczki kosztowała nas niecałe 1000 zł. Całkiem nieźle, jak na 5-dniowy wyjazd dla 2 osób. Motocykl dawno tak upierdzielony nie był, a na szybie z przodu mam feerię barw z owadzich wnętrzności. Bo po czym poznać wesołego motocyklistę? Po ilości komarów w zębach. Te wszystkie piękne zdjęcia są od NOSFOTOS mej najukochańszej. Te parę mniej pięknych niestety sam zrobiłem i tylko przez próżność je zamieściłem ;)
Skutek mamy taki, że motocykl waży, aż 149 kg a do jego napędzania służy dwucylindrowy silnik o mocy 11 KM. Silnik ten klonowany przez Chińczyków znajdziemy na przykład w Junaku M11. Yamaha Virago 125 była odpowiedzią ze stajni Yamahy na Hondę Rebel. Podobnie jak i ona byłą to konstrukcja wprowadzona z silnikiem 250, a dopiero w
Witam wszystkich na forum. W najbliższym czasie planuje zakup nowego motocykla 125 ccm w przedziale cenowym do 6000zł. Jakiego motocykla powinienem szukać? Chodzi mi o w miarę niezawodny motocykl z wałkiem wyrównoważającym – motocykl o klasycznym wyglądzie lub o wyglądzie ścigacza. Mam 188 cm wzrostu więc taki na którym wyglądałbym dobrze. Z góry dziękuje za odpowiedź. Pozdrawiam Piko Na scigaczu bedziesz wygladal slabo zwlaszcza na CBR szukaj markowej urzywki np virago matuder moze shadowa sie uda znalesc a chinczyki szerokim łukiem 😉 Dziękuje za wypowiedź Adamie. Czyli nowej niezawodnej 125 nie kupie w tej cenie. Może zadam pytanie trochę inaczej: W jakiej cenie powinienem się zmieścić kupując nową 125 pomijając jak już napisałeś chińczyków? pavlak556Gość Przy twoim wzroście ciężko Ci będzie znależć fajne sporym i wysokim motocyklem i zarazem dysponującym konkretną mocą jest Yamaha jest trwały , fajnie wykonany,świetnie się prowadzi,dobre granicach 6 tyś znajdziesz fajny zadbany ma jedną wadę – silnik 2t generuje spore koszty (olej plus paliwo ok 5l/100).Gdyby nie to właśnie TDR bym teraz rozważyć Hyosunga GT/GTR/Aquila 125. VISATEXGość Sprawdź to. Sprzedaliśmy w ostatnim czasie kilka sztuk osobom, które mają 180-190. Bardzo fajnie ułożona kierownica, wygodny motocykl. Polecamy VISATEX Romet RXC 125 WaldekGość odpuścić sobie choppery 125 bo te stare klamoty mają kosmiczne ceny np w mojej okolicy jest Shadow z 2005 za ponad 12 tys a z 1999 za prawie 10! Ze 125 za 6tys to tylko używany naked/sport najlepiej japońskiego producenta. Jeżeli będziesz miał w głębokim poważaniu jak Cię widzą inni to bierz cbr125r czy inny jaki się TOBIE podoba i po prostu jeździj. Tak już jest że jedni polerują chromy, wieszają frędzelki i jeżdżą tylko na zloty o ile temperatura jest w przedziale 20-25’C a inni zwyczajnie jeżdżą bez względu na pogodę/wygląd bo przecież o to chodzi. Mając budżet w wysokości 6000 zł masz szeroki wachlarz możliwości. Proponuje zapoznać się z ofertą Tajwańczyków tzw Kymco ( chociażby Pulsar S 125) i Sym ( Wolf lub XS125K). Gdyż jakość tych marek jest znacznie lepsza niż marek chińskich. Natomiast warto się zastanowić do czego będzie Ci potrzebny ten motocykl, jakie masz doświadczenie z jednośladem. Czy w ogóle kiedykolwiek prowadziłeś motocykl. Oraz czy po przejechaniu powiedzmy 2000km złapiesz przysłowiowego bakcyla. Jeżeli dotychczas nie jeździłem na motocyklach i nie masz żadnego doświadczenia, to radziłbym Ci kupić znacznie tańszy chiński produkt (być może jakąś używkę z dobrych rąk). ARBAGość a ja i tak uważam że najlepiej kupić nowego używanego chińczyka za ok. połowę ceny nowego. ja kupiłem synowi niecałorocznego kreidlerka supermoto 125(wg. nr. vin niby niemieckie ale wiadomo że z chin) z przebiegiem 3tyś km. w tej chwili ma 3 lata przebieg dochodzi do 10 tyś i moto chodzi rewelacyjnie i w zasadzie rewelacyjnie wygląda. wibracje prawie nie odczuwalne, silnik jeden z mocniejszych no i moto słusznych gabarytów. choć co nieco trzeba od czasu do czasu przy nim zrobić (przy którym nie trzeba) to i tak jest rewelacja. Za nowy nie chinski 125 min okolo 12tys a starsze chopperki sa w cenie tak jak rozwody bo SĄ TEGO WARTE i naprawde nie ma mozliwosci sie z tym nie zgodzic WaldekGość Adamie choppery 125 czego są warte? Rozumiem choppery pokroju Shadow 1300/1800 które nie są wysilone i przeżyją właściciela mogą trzymać cenę ale 125 które trzeba trzymać na wysokich obrotach jak każdą inną 125-ke? No nez jaj. PS cbf125 kupi za 10. Wiem o czym mówię bo miałem, cbr125r, (jezdzilem też na chinczykach kolegów) Po czym zrobiłem kat A i kupiłem prawdziwy motocykl(po przetestowaniu min. tuzina sprzętów). Autorze tematu nie sluchaj teoretyków ktorzy jeździli tylko na jednym motocyklu albo wcale w tym filmie masz własnie opisane czego są warte opinia użytkownika chińskiego gówna i ja się pod tym podpisuje nigdy już nie kupie chińskiego padła popełniłem błąd i chce ustrzec przed tym innych bo jak wszyscy wiemy to nie są jednorazowe sytuacje tylko nagminne problemy AUTORZE NIE SŁUCHAJ LUDZI KTÓRZY SIĘ NADZIALI NA GÓWNO A TERAZ IM GŁUPIO MÓWIĆ ŻE KUPILI BUBLA !!!!! ucz się na czyichś błędach będzie taniej 🙂 WaldekGość Czyli tak jak napisałem wyżej tylko japoński naked /sport/sm bo chinczyki są niesamowicie tandetne. A choppery 125? Za cenę Shadow masz np bandita 1200 z tego samego roku albo jaką kolwiek 600-ke i prawo jazdy do tego. Przykład, za 6 tys możesz mieć : Suzuki marauder 125 1997 Hondę CBR 2009 Yamahe r125 2006 Hondę cbf 125 2012 Tak więc widzisz że chopper za tą kwotę będzie stary, nie mówiąc już o właściwościach jezdnych W Chinach jest ponad 250 fabryk produkujących motocykle. Jedne produkują dla BMW inne dla Yamahy jeszcze inne dla Suzuki. Niektóre dla siebie, a jeszcze inne spełniają każde życzenie klienta, czyli importera. Prezentowany przez Ciebie filmik jest przykładem na to że wrzucamy wszystkie Chińskie motocykle do jednego worka, a to jest błąd. To tak jakbyś mówił że włoskie samochody są do bani i zapomniał że Włoskie jest również Ferrari. Romet Ogar Cafe pochodzi z najgorszej znanej mi montowni czyli Dafier….a to że kosztuje ile kosztuje to już chyba tylko Romet wie dlaczego. Nie zawsze cena jest adekwatna do jakości, niestety. Nasi Polscy importerzy mają w swojej ofercie tak różny przekrój jakościowy Chińskich sprzętów że mi czasem trudno się w tym połapać, a siedzę w temacie Chinczyków od 2008roku. Natomiast twoje problemy z Keewayem były spowodowane olewatorskim podejściem do klienta przez serwis. Tak w zasadzie po usunięciu wszystkich usterek o których pisałeś nie meldujesz o następnych, więc chyba wreszcie jesteś zadowolony? jas13Gość Wygląd klasyczny, rozumiem że chodzi o nakeda, słusznie ktoś wyżej polecił Kymco Pulsar, Quannon, Hyosung GT. Używki typu cruiser/chopper marek japońskich mają ceny z narzutem 50-100% powyżej wartości realnej. Trafiają się oferty używanej Shadow 125, która kosztowała mniej jako nowa. To jaki motocykl będzie dla Ci pasować, to musisz zdecydować sam, trzeba przejść się po sklepach/komisach i poprzymierzać. Nieprawdą jest, że wysoki to enduro, bo enduro może i ma wysoko siodło, ale podnóżki też są wysoko, a siedzenie jest twarde i wąskie. Wbrew pozorom jest wygodna CBR w aktualnej budzie, poprzednia CBF. Nie mowie tylko o swoim przypadku pozatym u mnie akurat tydzien temu padl predkosciomierz i znowu serwis ….. a ferrari sa akurat bardzo awaryjne 😉 wiem ze chinczyki produkuja dla wielu pozadnych marek ale tam jakosc wyglada zupelnie inaczej niz w tanich motorkach na nasz rynek stare sa drogie nie bez przyczyny bo jak by byly do dupy to by takich cen nie trzymaly bo nikt by ich nie kupowal a jednak znajduja nabywcow cene dyktuje klient takie jest moje stanowisko i nie zamierzam sie o to wyklucac moja opinia to poprostu fakty 😉 nie bede sie tu wiecej produkowal wyrazilem swoje a decyzja o zakupie zostaje autorowi pozdrawiam 😉 Witam jeszcze raz, Jeżeli nie RXC i szukasz mniej zawodnego, lepszego tajwańczyka to polecam Kymco Pulsar (jak ktoś wyżej powiedział). Teraz Kymco zrobił promocję i w całej polsce jak i u Nas kosztuje 5800 zł. Co do chińczyków, tak jak ktoś dobrze napisał – wszystko zależy od dotarcia, użytkowania itp. Często klientom tłumaczymy to na przykładzie: Jeżeli kupujesz moto za 15k i gość na serwisie Ci mówi, że przez pierwsze XXX km musisz (to to i to) to klient się słucha i nie wymyśla, bo wydał 15k Jeżeli kupujesz motocykl za 4000 i powiemy Ci to samo na serwisie, to i tak 1/3 klientów przyjeżdza 200-300 km po wymaganym okresie pierwszego przeglądu (silnik zatarty, nie ciągnie, psuje się, chińczyk to gówno). 1/3 chińczyków jest zjebana przez użytkowników, którzy mieli w dupie pierwsze 1000km. Pozdrawiam i zapraszam do zakupu :)! i powyższe modele to tak jak ktoś wspomniał, wtedy kiedy zaczynasz swoją przygodę z moto lub chcesz w perspektywie przesiąść się na jakąś większą pojemność i dopiero testujesz czy Ci się to spodoba. Dziwi mnie jak niektórzy na siłę piszą, że trzeba na pierwsze moto odrazu yamahe albo cbry, a po 3 sezonie osoba stwierdza, że jednak to nie dla niej i jest w plecy. 🙂 Jeszcze polecam Keeway RKS 🙂 Przychylam się do tego że wielu użytkowników chińczyków samemu je zajeżdża. Ale Kymco Pulsar produkowany jest w Chinach, a nie na Tajwanie. O tym mówi numer VIN zaczynający się od literki L. Tajwan zaczyna się od R lub R1. Opinia kolegi Adama to nie są po prostu fakty, tylko opinia:) moja jest zgoła odmienna. O moto musisz dbać, japońskie czy chińskie – jak np. o samochód czy cokolwiek innego. Jednym z elementów tego „dbania” jest wybór odpowiedniego serwisu. Tak samo jak swojego samochodu nie oddaje w ręce pierwszego lepszego mechanika w stylu Cytryn&Gumiak Co., tak moto leci do porządnego zakładu. Po pierwsze wybierz motocykl od dobrego producenta, który został już sprawdzony przez rynek. Po drugie oceń czy w Twojej okolicy jest serwis, który cieszy się dobrą opinią. Moim zdaniem to jst największa bolączka polskich dystrybutorów – kiepska siatka. Komu chce się jechać 150 km do lepszego serwisu gdy, 10 km od chaty ma inny. Dodać mogę jeszcze, że mój chińczyk lata kompletnie bezawaryjnie. WaldekGość „Przychylam się do tego że wielu użytkowników chińczyków samemu je zajeżdża.” Bo to jest delikatne, Hondy tak nie zajezdzi. Ale nie ma się co dziwić skoro silnik rometa jest tańszy niż góra japońskiego motocykla. Chcesz za daną kwotę badziewie byle było nowe to bierzesz junaka czy rometa a jak chcesz motocykl to bierzesz używany znanej porządnej marki. Ale już kiedyś gdzieś to pisałem że romety itp będzie chwalił tylko tek kto nie zaznał jazdy na porządnym motocyklu. Jeżeli kogoś to interesuje to wpiszę dokładne różnice No otóż to, mój keeway ma teraz przelatane i zaczęły się sypać części eksploatacyjne. klocki hamulcowe, niedługo przyjdzie czas na tarcze, zestaw napędowy zmieniałem jakieś temu. Wczoraj zakupiłem nowe opony. Poza padnięciem czujnika położenia wału i urwaniu wysprzęglika sprzęgła nie było większych awarii. Ostatnio musiałem gaźnik przeczyścić. Ale to standardowy serwis. pavlak556Gość Jeśli masz zamiar zakupić motocykl polsko chiński – nie kupuj 2-3 egzemplarze o przebiegu 2,3 tyś , w których wyleczono to co było do pozorom można na tym 122 Sport przejechałem 400 km jednego dnia i nawet nie było z Rometem Soft pomykam Shadowką jest ale… Własnie i części mają kosmiczne gdzieś jadę to trzepię porami żeby czegoś nie uszkodzić, prezentuje się na zlotach, ale romet na 10 l robił 400 km a shadow 300..Aby zrobić pełne OT przed sezonem (świece olej filtry płyn) ok 400 coś Ci się stało w silniku chinola to sam go naprawisz za parę samej góry silnika shadow to ok 2 tyś – Japonia jest fajna lecz trzeba się liczyć z codziennej jazdy wystarczy chinol. Możesz podać różnice miedzy Keeway Cruiserem czy Supershadow a Yamahą Virago 250. No albo Zippem Roadstarem (od Lifana). I najlepiej jak podeprzesz się jakimś motostatem, to będzie miało wymierne wyniki. Kto ile wydał na serwisy i utrzymanie. Za cenę nowej Hondy CBF mogę mieć na dzień dzisiejszy 2,5 chińczyka… WaldekGość Porównywanie motocykli o różnej cenie zakupu nie ma sensu. Zawsze masz konkretną kwotę do wydania i w przypadku 125 sprowadza się to do pytania: Nowy Chińczyk czy używany markowy. Plusy używanego markowego nad nowym chińczykiem + mocniejszy silnik +lepsze hamulce +choćbyś kupił na łysych oponach to i tak będą lepsze niż te twarde z chińczyka +mocniejsza i grubsza rama +lepsze zawieszenie +lepsze rozłożenie ciężaru przez co o wiele lepiej się prowadzi +ogólna jakość wykonania +licznik nie oszukuje +części choć droższe to są wytrzymalsze +nie trzeba tak grzebać jak przy chińczyku +nie rozlatuje się od wibracji +odczuwalnie mniejsze wibracje +duża wytrzymałość na za-niedbalstwo +czy zimny czy ciepły to trzyma obroty a chińczyk albo gaśnie albo jak ustawisz żeby nie gasł to ma 4-5 tys wolne obroty – a ssanie w chinczykach to kpina +złapałeś bakcyla i chcesz sprzedać żeby kupić wiekszy? Niewiele stracisz Plusy dla Chińczyka w porównaniu do używanego markowego +będzie się błyszczał bo nowy +tanie części +świadomość że masz coś od nowości i pucowanie tego – to się tyczy niektórych bo np ja kupiłem żeby jeździć a nie pucować +nie dostaniesz mandatu bo strach tym jechać szybciej(słabe hamulce/słabe opony/wibracje) To co napisałem jest poparte moim doświadczeniem i niczego sobie nie wymyśliłem. Naprawdę puki nie pojeździsz na innym niż chiński to nie będziesz wiedział jaki badziew kupiłeś ok. dziękuje za wypowiedzi w w/w temacie. Czyli będę szukał markowy motocykl o pojemności 125ccm. Może mi się coś uda dostać nowego do ceny 8000zł. Słyszałem że na koniec roku zawsze są wyprzedaże roczników tj. z autami. A poza tym słyszałem że zmieniają się przepisy dotyczące motocykli z gaźnikami więc może na koniec roku uda się coś fajnego kupić. Zadam takie pytanie, jakie przebieg zrobiłeś na chińczyku i jaki miał on początek numeru VIN. Jeżeli jeździłeś na Yamasaki, Dafier czy innym niewiele wartym chińczyku… Przy zakupy Chińczyka należy dobrze rozważyć z której fabryki kupić, nie mówię tu o importerach, choć to też ważne kto ma zaplecze części zamiennych na stanie. Czytając moje artykuły można dowiedzieć się czy motocykl jest budżetowy, średniak czy premium. Naprawdę różnice są kolosalne, i nie bazuję tutaj tylko na moich doświadczeniach, ale również na doświadczeniach użytkowników wielu forów które czytam, , również forów Chińskich. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie wyprawy robią Azjaci na chińczykach. Zresztą zimą wrócę do opisywania wyprawy, mojego kolegi z Kanady, przez Chiny na Jialingu 200. Mogę się zgodzić z tym że Chińskie motocykle mają gorszą jakość, ale tylko te najtańsze. I te na których importer chce dużo zarobić a tanio kupić (Dafier). Problemem są w Polsce też serwisy motocyklowe naszych importerów. To one są winne 90% niesprawności. Zrobiłem na chińczykach grubo ponad 60tyś. Km w tej chwili. Mój Keeway ma 37tyś na liczniku, byłem nim nawet we Włoszech, moje Senke miało 18500km jak je sprzedawałem. Do tego dochodzą wszystkie testówki. Za Senke dałem 3000zł, wtedy YBR-ka kosztowała cztery razy tyle. A czy jest cztery razy lepsza? Nie sądzę. Teraz wskaźnik między Senke a YBR jest 2,5, Między Qingqi a YBR jest 3 i dalej opłaca się kupić nowego Jianshe niż nową YBRkę. A jeżeli mówimy o używkach z UE, to przestrzegam. W tamtych krajach jeżdżą na tym 16latkowie z kategorią A1. Wiem bo mam rodzinę w Niemczech i wiem że 125tki są tam katowane do granic nie możliwości. Nie da się w cenie 5-6tyś. zł kupić niezajechanej perełki. A dochodząc do 8tyś, lepiej wziąć Junaka RS (6500zł) z silnikiem yamahy YBR niż yamahę YBR za 9900zł. Weźmy w takim razie porównywalne moim zdaniem konstrukcje, czyli Yamahę YBR i Junaka RS. Oba motocykle na pierwszy montaż są wyposażone w Chińskie Opony, YBR ma chyba CST a Junak RS opony Kenda. CST i Kenda są porównywalne jakościowo. Junak RS jest co prawda na gaźniku i oferuje moc o 0,33KM mniejszą niż YBR. Za to ma z przodu większą tarczę hamulcową. Tylny hamulec bębnowy ma słabszy, ale to kwestia 50zł aby wymienić szczęki. Zawieszenie YBRka ma tradycyjne, takie jak w WSK , Junak ma centralny amortyzator z tyłu. Nie mówiąc już że Junak oferuje lepszą przyczepność ze względu na szerszą tylna oponę. Ogólna jakość wykonania…. Widziałeś już chińczyka klasy premium (Jianshe, Zongshen, Keeway?) postawionego obok YBRki? Gdybyś nie wiedział ze to YBR łatwo pomyliłbyś markowość sprzętu (sprawdź za jaką cene Yamaha jest sprzedawana w Indiach 4000zł?) Wibracje w obu tych sprzętach są identyczne bo…. mają ten sam silnik z tej samej fabryki… Co do regulacji obrotów się nie zgodzę, z wszystkich testówek które miałem tylko Zipp VZ-2 miał problem z obrotami. I ASO naprawiło to wpychając papier toaletowy do filtra powietrza…. Podsumowując, nie można generalizować tylko dobrze się rozeznać co warto kupić a co nie. I podstawą jest dobry, sprawdzony okoliczny serwis danej marki. WaldekGość Porownywalem to z czym mialem najwieksza stycznosc czyli moja 8-letnia cbr125 i nowego rometa za ta sama kwote. Po 8 latach objezdzala wszystkie chinczyki i tez jezdzil nia mlody niemiec a krecila ladnie do czerwonego pola coraz bardziej przyspieszajac. Na ybr tez jezdzilem ale krotko, wygodna i miala super reakcje na gaz dzieki wtryskowi. Jakbym mial dac 10k za junaka czy rometa z wyzszej polki to jednak wolal bym kupic yamahe czy honde. Czyli nie jeździłeś nigdy chińczykiem, ani z niskiej ani z droższej półki. Zauważ tylko że Chińczyk za 10tyś. zł konkuruje mocą z Japonią za 15tyś. A jest lepszy od tej za Bo taka Benda Street objedzie YBR-kę na pierwszych 200metrach… Ja też się nie upieram przy chińczykach, uważam że są niedocenione przez kiepskie sprzęty sprowadzane do Polski. Dobrze że trafiają się wyjątki i pojawia się Zongshen czy Jianshe, które na ukrainie robią furorę. Albo chińczyki z Lexmoto w UK? Tym jeżdżą na kurierce w Londynie… WaldekGość I jeszcze koszty serwisu. W nowym Chinczyku jest na 500 1500 3000 4500 kilometrow i przy 6000 koniec gwarancji. 4x 100-300 pln to wychodzi niezla sumka za utrzymanie gwarancji i na dodatek elektrycznych rzeczy nie robia. W hondzie po zrobieniu przeze mnie prawie 6tys km i w tym czasie 2 razy zmiana oleju, regulacja zaworow, czyszczenie i regulacja gaznika, plyn hamulcowy i chlodzacy, uszczelniacze i olej w lagach, filtry wyszlo ponizej 500. Drogo? Tak sie jeszcze wtrace do np keeway na glupi łancuch czy cokolwiek z aso min 3tygodnie czekania a predkosciomierz do txa ponad 800 zl znalazlem w jakiejs hurtowni na necie a moj serwis to ASO KIA ktorzy od lat zajmuja sie motocyklami z roznej polki i mimo to jest słabo a ja wcale nie oczekuje kwadratowych jaj Beniamin, a czy mógłbyś zrobić coś a’la zestawienie (pod względem jakości produktu) dotyczące chińskich fabryk produkujących motocykle oferowane w Polsce. Czyli te które oferują porządną jakość (już wymieniłeś Zongshen czy Jianshe) , i te których trzeba się wystrzegać jak ognia. O i jest to pomysł na artykuł. Ale jeżeli chcę to zrobić porządnie to poczekam do jesieni jak się testówki skończą. Na razie to czołówka CF-MOTO, Jianshe, Zongshen, Keeway, Lifan, Loncin, Shineray. Tylko tutaj też troszkę trzeba uważać bo np. Loncin robi motocykle premium, ale też produkuja „zabawkowe” crossy bez prawa rejestracji, które dają frajdę, ale szybko się dosyć zużywają, ale są też bardzo tanie. Mozna by postawic np dwa motocykle np scigacza junaka czy rometa np z urzywana albo nowa CBR YZF ITD i porownac koszta zakupu eksploatacji moze jakims sposobem awaryjnosci po np 10tys przebiegu wyszlo by z tego vos bardzo ciekawego i przydatnego napewno ARBAGość no to temat rzeka wam się rozlewa. adam to też jest dobry temat na artykuł . waldek zapewne piszesz o samych materiałach bez robocizny. a ja dalej będę się upierał przy swoim czyli w miarę nowy używany chińczyk z dobrej fabryki za ok. połowę ceny. popatrzcie na to , mam takiego tylko 2013r. już prawie trzy lata jeszcze chwila i stuknie mu 10tyś/km i gdyby cofnąć czas i miał znowu go kupić nie wahałbym się ani chwili, choć padł amor centr. po 8tyś (nówka sporo kosztuje bo olejowo gazowy- kupiłem zamiennik za niecałe 400zl.) jas13Gość Beniaminie CB125F też jest produkowane w Chinach. Ale zarówno Kymco jak i Honda, niezależnie gdzie produkują narzucają swoje wymagania jakościowe. Firma sprzedająca pod swoją marką nie może pójść na ilość, tylko musi trzymać jakiś poziom jakościowy. ARBAGość a dodam tylko jeszcze jak by ktoś chciał sprzedać używaną bendę to dałbym nawet 3/4 ceny. to moto jako 125 zachwyca mnie w każdym calu. nawet wydech jest ze stali kwasowej (nie jakaś rdzewiejąca blacha). A myślisz że w przedsiębiorstwie Automotive opłaca się stosować podwójne standardy jakościowe? To robi pracownikowm więcej zamieszania w głowach niż to warte. Wiem co mówię, jestem koordynatorem produkcji, produkujemy dla VOLVO, MANa, VOLKSWAGENA, ALSTOMA i innych, ciężko jest nauczyć ludzi przestrzegać np. ISO 9001 a co dopiero jak im powiesz, dziś nie musisz a jutro już tak. Wszystkie detale będą wtedy produkowane z gorszą jakością… Jeżeli już wprowadzamy standard jakościowy to dla całej produkcji stosujemy taki sam. Zawsze ten którego wymaga najbardziej wymagający klient. Mogą się różnić materiały użyte do produkcji, ale tutaj znowu trzeba zauważyć że np. Jeżeli Jianshe odlewa silniki dla Yamahy, to nie będzie odlewał ich dla siebie z innego materiału bo przestawienie maszyn jest zbyt kosztowne. Lecą na tym samym. Jednym z większych plusów markowych sprzętów są dobre jakościowo serwisy, ludzie którzy skręcają pojazd po wyciągnięciu z pudełka wiedzą co robią. Dlatego też kupując Chińczyka w „ASO” dobrze jest zapłacić 100zł znajomemu mechanikowi pojazdowemu, żeby skontrolował jakość montażu. Dobrze jest też zaglądnąć pod bak, posprawdzać wiązkę. Pisałem o tym nie raz. Kreidler jest z Qinqgi, które produkuje (produkowało?) dla Suzuki. I to widać w jakości… Ale temat się rozwinął. Zastanawiam się nad kilkoma rzeczami: 1. Jeśli już kupować chińczyka to na co zwracać uwagę? 2. Jak sprawdzić gdzie dany model jest produkowany – w jakiej fabryce o jakiej renomie? 3. Może zrobić ranking motocykli pod względem opłacalności zakupu, awaryjności itp. dla ludzi, którzy chcą wydać w przedziale od 3000-4000 zł. od 5000-6000 zł. itd. 4. Kiedy najlepiej kupować w jakim okresie czasu? Jesień, zima, wiosna lub lato? Pewnie jeszcze parę pytań się nasunie. Kupujac chinczyka musisz zwrucic uwage na doslownie wszystko po odbiorze trzeba sprawdzic wszystkie sruby wtyczki itd itp z tego co zaobserwowalem i tutaj i na innych stronach to sa chinole ktore potrafia zaskoczyc jakoscia w moim TX 125 bublem byly kola szprychowe i wylal amor no i po 10 tys predkosciomierz jak serwis mi da znac co tam sie stalo to poinformuje was ale wiem ze inne modele jak RKV I RKS są bardzo chwalone we wszystkich 3 jest ten sam silnik ktory jak narazie spisuje sie genialnie. Musisz sie liczyc z kiepskim napedęm ale opony w keewaych sa calkiem spoko mialem tez jeden skuter 50tke kymco nowe z salonu i byl super wiec tą marke tez polecam WaldekGość @ARBA: sam nic nie robilem oprocz zmiany oleju. Typowy sezonowy serwis nie moze sie roznic zbytnio cena od marki w motocyklach z jednym garem, no bo ile moze kosztowac filtr czy olej?. Co innego cztero-cylindrowiec ktorego teraz mam-pali tyle co auto, a serwis? 3,5 l oleju 16 zaworow itd ale to juz hobby bo tego nie kupuje sie z rozradku. @Beniamin jezdzilem na chinczykach kolegow a takze z nimi( ja na swojej oni na swoich) oraz mialem swojego zipa ale 50ccm z drozszych bo mial 2 tarcze, niezle opony ale byl niedopracowany Szanuje Twoja wiedze i wiadomo ze toros125 za 2tys nie bedzie taki sam jak te wymienione przez Ciebie. Ja porownywalem te w cenie (juz nie) mojej hondy i przyznasz ze to jedyny sluszny wybor. Oczywiscie jak pisze 'chinczyk’ to mam na mysli nasze Polskie romet, junak, zipp a nie te (byc moze) zacne marki ktore wymieniles bo miejsce produkcji nie ma znaczenia. Ale dobrze sie z Toba dyskutuje-podajesz rzeczowe argumenty. Temat chyba wyczerpany. Pozdrawiam i do zobaczenia w trasie! Adam dał dobrą opinię i zgadzamy się z tym na serwisie 🙂 Szprychy to mankament, ale lepiej, żeby pękał szprychy niż wygieły się felgi 🙂 1. Jeśli już kupować chińczyka to na co zwracać uwagę? Tutaj jak powiedział Adam, trzeba zwracać na wszystko. Skuter chiński przyjeżdża w połowie skręcony w kartonie, My go skręcamy do końca i bierzemy odpowiedzialność za te rzeczy, które sami skręciliśmy. Najwięcej przypadków z problemami jest tam, gdzie kręcił chińczyk i my tego nawet nie sprawdzaliśmy. 4. Kiedy najlepiej kupować w jakim okresie czasu? Jesień, zima, wiosna lub lato? Tutaj akurat rynek jest popierdolony. Ludzie wiosną kupują towar, 2 miesiące im stoi i robią wyprzedaże takie, że nic na tym się nie zarabia. W tym momencie wyprzedaże jesienne bardzo mało różnią się od tego co można kupić wiosną. Ponadto Kymco jako jedna z niewielu firm w Polsce wymaga trzymania ceny, więc tutaj musiałbyś pisać do sklepu prywatnie o negocjacje, ponieważ na Allegro w 90% ceny są takie same. Jeżeli chodzi o Keeweya tutaj ceny są tak jak na początku tego wpisu – po zaniżane. Też warto kontaktować się ze sklepem. Pozdrawiam Skutery i motocykl chiński* Fabrykę możesz sprawdzić podsyłając mi pierwsze trzy znaki VIN. Choć większość motocykli opisywanych na naszym blogu ma podaną w tekście fabrykę chińską. Całkiem ogólnie i na szybko to: Czołówka to: Zongshen, Jianshe, Keeway,Lifan, Loncin Średniaki to: Senke, Fosti, Znen, Zontes Tańsze ale w rozsądnym stosunku jakości do ceny Tianda, Kinroad Najsłabsze: Dafier, Yamasaki i niektóre modele Znena (szczególnie te oparte na ramach 50cc) Na formum Klubu Chińskich Motocykli piszę też czasem własne przemyślenia i typy. Mam jedną zasadę, NIGDY NIE MÓWIĘ CO MASZ KUPIĆ. Mogę podać przykłady, i moje subiektywne odczucia, ale nie chcę mówić „kup to i będziesz zadowolony”. Sam musisz podjąć decyzję. Taki skrócik jeszcze: Zongshen „premium”: Junak M12, Romet Z-One S i T, Romet ADV 250 Zongshen średniak plus: Junak 131 Jianshe „premium”: Junak RS i RS PRO Qingqi średniak ( kiedyś związany z suzuki): Barton N Senke średniak: Romet K -składany w Polsce (nr vin SZD…), Romet ZK Tayo (zontes) średniak Junak 123, Zip vz 2 Współpraca Senke/Tayo: Barton Classic, silnik z junaka 123(dynamiczny) rama z Senke(w miarę rozsądnie wykonanej) Fosti średniak minus: Romet ZXT , moim zdaniem ciekawa propozycja bo tania, a z wałkiem wyrównoważającym (wewnętrznym, inner balancer). Tianda (grupa Jianshe / podwykonawca dla Jianshe) „Budżet” dobry stosunek jakości do ceny, prosty acz solidny: Benyco BR, Benyco cruiser, Benyco Sling montowany w Turcji(motoran). Fosti zaliczył bym jednak do lipy Z tym fosti to też różnie bo 127tka to fajny średniak był i to z bajerami. A ty pewnie o ferro piszesz. Z tym fosti to też różnie bo 127tka to fajny średniak był i to z bajerami. A ty pewnie o ferro piszesz. Ferro akurat był całkiem niezły – za 3 kafle, czego chcieć więcej? Miodzio! Mam na myśli Junaka 122 – ruda bierze go po 2 sezonach a kosztuje 4 i pół.
Ja osobiście sprzedałem motocykl na koniec sierpnia i otrzymałem za niego zadowalającą cenę. Zakup następnego planuję na nowy rok (już w styczniu zacznę się rozglądać) Z reguły motocykle są tansze w zimie, ze względu na to , że w zimę nie są użytkowane (zazwyczaj :flesje:) Zasada mojego wujka brzmi: "Kupować zimą , a
Wyjazd motocyklem na Ukrainę nie jest zbyt popularnym kierunkiem, są jednak zapaleńcy jeżdżący motocyklami na Ukrainę bez najmniejszych problemów, najczęściej motocyklami enduro. Czy wyjazd motocyklem na Ukrainę jest bezpieczny? Jakie dokumenty należy mieć jadąc motocyklem na Ukrainę? Czego należy się spodziewać? Wyjazd motocyklem na Ukrainę to zwykle wyjazd w ukraińskie Karpaty lub okolice Lwowa. Podobnie jak wielu miłośników terenowych samochodów 4×4 Ukrainę wybierają ci, którzy chcą bez przeszkód pojeździć po lesie – na Ukrainie to wciąż możliwe. Oczywiście wjazd tzw. litrem na Ukrainę też jest możliwy ale wcześniej trzeba dobrze rozplanować trasę. Jadąc ścigaczem do Lwowa najlepiej przejechać przez granicę w Korczowej lub Medyce, czyli tam gdzie droga za granicą będzie w dobrym stanie. Jadąc motocyklem na Ukrainę należy wyposażyć się w takie same dokumenty, jakie konieczne do wyjazdu samochodem na Ukrainę. Kierujący musi posiadać paszport, dowód rejestracyjny motocykla, Zieloną Kartę. W wypadku motocykla w leasingu lub pożyczonego pojazdu należy posiadać notarialne upoważnienie od właściciela przetłumaczone na język ukraiński. Jazda motocyklem po ukraińskich drogach jest możliwa chociaż warto pamiętać o tym, że dobre drogi na Ukrainie to jedynie drogi łączące większe miasta. Na prowincji drogi przypominają kratery księżycowe więc jadąc należy zachować szczególną ostrożność. Ostrożność warto też zachować również przy tankowaniu motocykla. Paliwo na mniejszych ukraińskich stacjach może być chrzczone. Najlepiej tankować na stacjach koncernowych takich jak OKKO, Shell, SoCar, w jednym z poprzednich tekstów piszemy więcej na temat stacji benzynowych na Ukrainie. Poza okolicami dużych miast stacja benzynowa na Ukrainie to rzadkość więc lepiej tankować nawet gdy w baku pozostało jeszcze sporo paliwa lub wziąć ze sobą dodatkowo kanister na benzynę. Po ukraińskich drogach jeździ się dość dobrze jeśli są dobrym stanie. Kontrole policyjne są rzadkie, nie fotoradary i kontrole prędkości praktycznie wcale nie istnieją, mandaty dość niskie, a łapówki dla policji to obecnie kłamliwy mit. Należy jednak uważać na niespodziewane dziury, bardzo wiele żwiru rozsypanego na powierzchni i poboczach dróg, nieoświetlone pobocza i słabe oznakowanie, brak zorganizowanej infrastruktury parkingowej i – zwłaszcza nocą na prowincji – na nieoświetlone wozy konne. Ukraińscy kierowcy jeżdżą dynamicznie i ostro. Na drogach Ukrainy duży może więcej, więc jadąc motocyklem lepiej podwójnie uważać. Polecamy również: 15 rzeczy – to trzeba wiedzieć jadąc samochodem na Ukrainę 2020 Lwów atrakcje w pigułce: 13 miejsc które warto zobaczyć we Lwowie Wyjazd na Ukrainę dokumenty – co potrzebne do Lwowa i Odessy? Warto przeczytać również:
Jeżeli nabyty motocykl ma służyć prowadzonej działalności (np. będzie wykorzystywany do dojazdów do klientów, rozwożenia towarów czy inny sposób na potrzeby firmowe - zgodnie z jego przeznaczeniem), wydatek na jego nabycie może stanowić koszt uzyskania przychodu (por. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji
Komentarze 28 Pokaż wszystkie komentarze Autor: DJ 15/12/2017 21:39 ROBO - mądrze gadasz! Niestety, ale koszt serwisu nowego moto jest dużo droższy niż naprawa używanego. Standardowe serwisy są obowiązkowe i słono kosztują, a tak naprawdę nic nie wnoszą - wyrzucanie kasy w błoto. Wynika to z kosztów robocizny ASO, która ma się nijak do nakładu pracy mechanika ( myśle ze średnio 250zl/h). Dodatkowo jeśli na to pozwolisz, serwis zedrze z ciebie jak za zboże sprzedając ci materiały eksploatacyjne które sam możesz kupić za ok 20% ich ceny w ASO. I tak np. Olej z filtrem to w moim przypadku 70zl- robię sam bo to 30 min i po sprawie. Regulacja zaworów - 100zl i robisz to raz na długi czas. Wymiana napędu - Ok może 400-600zl ale nie robisz tego co roku wiec to nic. Generalnie kupując używane moto możesz wydać 7-9tys pln i będziesz miał fajne moto dające dużo frajdy. Dołożysz 1-2tys PLN i masz nowy napęd, opony, klocki. Jak masz 20k, to możesz juz kupić moto z 2010 roku, wiec całkiem niebrzydke sprzęty, a i technologia juz w miarę rozwinięta. Jeżeli chodzi o nowe moto, to jego największa wadą jest to że jest nowe- bez ryski, błyszczącej jak psu ...... i to sprawia że się zamartwiasz - ze się porysuje, że się przewrócisz, ze ci ukradną. Wyjazdy na tor? Ok, ale tylko żeby go przejechac, a nie sprawdzić jego i swoje możliwości.... Często bywa tak ze najlepsze czasy robi gościu na tzw Frankensteine bo ma wszystko w d..... No ale najlepszy jest moment? kiedy idziesz ubezpieczyć swoją maszynę - AC zcina z nóg- no ale chyba ubezpieczysz, bo co będzie jak się wyłożysz lub ktoś go pożyczy? A jak masz stare moto, to OC za 120zl i jazda. Teraz zaliczcie sobie koszty nowego moto - AC, koszty serwisu ASO, i okazuje się ze rocznie wydajesz więcej, niż ja wymieniając co roku większość komponentów w moim moto, przy czym ja mam co roku wszystko nowe, a twoje się starzeje po finansujesz ubezpieczyciela i ASO a nie części. Tyle w temacie. Odpowiedz Autor: Perrr 23:15 Pierwszy motocykl jako nówka to nie do końca dobry pomysł... Właśnie na tanich używkach trzeba nauczyć się pierwszych gleb, błędów serwisowania jak i podstawowej obsługi. Drugi aspekt: Znam kolegę co kupił sobie jako pierwszy motocykl nówkę i po roku chętnie by przesiadł się na coś innego, ale szkoda mu sprzedawać bo ma nówkę i tak się teraz będzie z nią ,,męczył" kto wie ile. Także nowy motocykl polecałbym doświadczonym motocyklistom którzy wiedza czego chcą i nie będą za rok, dwa szukali innego bo ten za słaby lub ,,to nie to". Na koniec dodam, że zazwyczaj najgorsza mina to kupno pierwszego motocykla. Póżniej już człowiek nie da sobie wcisnąć wypicowanej kupy złomu. U mnie tak było z ZX-6R którego kupiłem z pospawaną ramą. Natomiast 4 kolejne motocykle były już od zakupu do sprzedaży bezawaryjnymi sprzętami, a ostatni służy mi bezawaryjnie do dziś już 7 lat, a stuknęło mu już 15 lat! Odpowiedz Autor: Ola 10:02 Co to za szmira? Kupić motocykl dla zapachu? Gościu, tyś się z koniem na łby pozamieniał? Ilu Polaków może sobie pozwolić na "Pierwszym pytaniem na jakie przyjdzie nam poszukać odpowiedzi będzie to, czy kupić pojazd używany czy też nowy."??? Chyba nikt nie zadaje sobie takich pytań, bo doskonale wie, że sprzeda obecne moto za X, jest w stanie dorzucić Y i ta kwota, o ile nie chce się zadłużać i kombinować, zawsze będzie dużo, dużo niższa od ceny nowego moto. I nie uwiąże sobie na parę lat łańcucha u szyi tylko dla zapaszku z wydechów. OMG, Ścigacz, czasem już nie wiadomo, co u was jest prawdziwym artykułem, co reklamą. Chyba lepiej prewencyjnie zrezygnować z czytania w ogóle. Odpowiedz Dodaj komentarz
Вቀյች խዣቀժу уШωስու хአսи ըլևτяфаАտ хιру
Жቪж փерቮ нО етωξ туጱУβуካаየօкт аւ
ይωшዤзոщ βиΠኀх ցոцաбተյ твавиձΙсвաδуջобጥ եδяζаст
Г оцըβиյиΑχаሸθб իσխхрխΓаφ եղիдаб
Tutaj warto zwrócić uwagę na to, że używane MP3 nie zawsze posiada homologację L5e – przez pewien czas Piaggio homologowane było jako „zwykły” motocykl. Koniecznie nie można przegapić tej informacji kupując pojazd używany. My skupimy się jednak na nowych trójkołowcach na prawo jazdy kategorii B. Piaggio MP3
Fani jednośladów stanowią o wiele mniejszą grupę niż miłośnicy czterech kółek, co nie zmienia faktu, że w naszym kraju mamy tysiące motocyklistów. Nie cieszą się oni, jako grupa, przesadną sympatią, ale nie zapominajmy, że mimo wszystko większość kierowców motocykli to ludzie rozsądni, po prostu chcący cieszyć się poczuciem wolności, jakie daje jazda jednośladem. Jeśli chcesz do nich dołączyć, to pierwszym dylematem, z jakim przyjdzie Ci się zmierzyć, będzie wybór odpowiedniej maszyny. Szczególnie ciekawą propozycją dla rekreacyjnych „riderów” jest motocykl turystyczny. Sprawdź, dlaczego warto go kupić. Czym jest motocykl turystyczny? Zacznijmy może od wyjaśnienia tej, mogłoby się wydawać, oczywistej, a w praktyce niedostatecznie rozpowszechnionej kwestii. Motocykl turystyczny, jak sama nazwa wskazuje, jest przeznaczony do celów związanych z turystyką, czyli do pokonywania długich dystansów. Z tego też powodu musi zapewnić kierowcy i ewentualnie pasażerowi jak najwyższy komfort podróżowania. Dobrym motocyklem turystycznym bez większego problemu można pokonać dystans kilkuset kilometrów dziennie i nie czuć przesadnego zmęczenia – czego nie można powiedzieć o motocyklach sportowych, wymuszających przyjmowanie skrajnie niewygodnej pozycji. Charakterystycznymi elementami motocykli turystycznych są: Duże koła Masywna konstrukcja Duża powierzchnia owiewek Szeroko rozstawione manetki kierownicy Duża liczba schowków, sakw, toreb Szerokie, wygodne siedzisko Dlaczego warto zainwestować w taki motocykl? Powodów jest co najmniej kilka. Zacznijmy od tego, że jeśli ma to być Twój początek przygody z motocyklami, to model turystyczny będzie zdecydowanie najlepszym wyborem. Zapewnia wysoki komfort jazdy, jest dość łatwy do opanowania, dlatego nie zrazisz się na samym starcie. Fajnie sprawdzi się też do doskonalenia techniki jazdy. Kolejną kwestią są atrakcyjne ceny motocykli turystycznych. Tego typu maszyny zwykle są zadbane, mniej „zajeżdżone”, a przy tym nie tak bardzo poszukiwane, jak modele sportowe. Bez większego problemu da się więc znaleźć kilkunastoletni motocykl turystyczny w dobrym stanie, często od pierwszego właściciela, w cenie około 10-12 tysięcy złotych. Takim motocyklem bardzo wygodnie się podróżuje, dlatego może on stanowić rewelacyjną motywację do częstszego urządzania sobie wycieczek i prowadzenia aktywnego trybu życia. Nikt też nie powiedział, że motocykl turystyczny nie może być Twoim podstawowym środkiem lokomocji, np. do dojazdów do pracy.
Jak to powiedział bohater kultowej już „Sekmisji”…”Ja ją gdzieś widziałem…” Dla mnie totalne Deja vu, niedawno testowałem ten motocykl w barwach Benyco, a już mam okazję opisać go jako Barton Hyper 125. W sumie nic to nowego, importerzy przyzwyczaili nas do oferowania tych samych motocykli pod różnymi markami i dla klienta to na pewno na plus bo konkurencja zawsze
Planujesz sprowadzić lub kupić motocykl śmigający dotąd w UK, a nie wiesz, jak się do tego zabrać? Podpowiadamy, jak zarejestrować „anglika” w Polsce. Dla wielu wiosna jest początkiem przygody z motocyklem, dla innych to dobry czas na zmianę sprzęta. Wielu z obu tych grup bierze pod uwagę możliwość ściągnięcia sprzęta z zagranicy lub zakup motocykla, który sprowadził ktoś inny. Przeglądając ogłoszenia w gazetach lub internecie, najczęściej natkniemy się na ofertę motocykli sprowadzonych z Wielkiej Brytanii. Jest to dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą przepłacać. Inną zaletą takiego wyboru jest to, że wcześniej sztuka śmigała po angielskich szosach, co dobrze rokuje, jeśli chodzi o stan zawieszeń. Ale żeby nie było za pięknie, pamiętajmy o problemach, np. o procesie rejestracji motocykla, który – choć z pozoru prosty – czasem ciągnie się jak brazylijski serial. !!!WAŻNE!!! ZMIANY W USTAWIEOpisywany wcześniej projekt ustawy, nakazujący honorowanie dokumentów stwierdzających przejście badania technicznego w europejskich krajach właśnie wszedł w życie. Oznacza to że od 22 września wszystkie pojazdy (samochody i motocykle) sprowadzone z krajów UE, posiadające ważne dokumenty stwierdzające przejście badania technicznego nie muszą przechodzić tzw. "zerowego przeglądu" czyli obowiązkowego pierwszego badania technicznego uprawniającego pojazd do rejestracji w Polsce. Oznacza to zmniejszenie kosztów rejestracji w przypadku motocykli o 116 zł. Takie rozwiązanie ma również i gorszą stronę. To otwarta bramka dla nieuczciwych handlarzy którzy mogą sprowadzać motocykle i samochody w złym stanie technicznym, rejestrować je i sprzedawać nieświadomym kupcom. Może się więc okazać że na drodze pojawi się wiele jeżdżących "min". Uważajcie przy zakupie motocykli używanych. Jeśli nie jesteście pewni domagajcie się badania technicznego lub chociaż sprawdzenia w serwisie. !!! Pierwsze koty za płoty Zacznijmy od sprawdzenia, czy motocykl sprowadzony lub pochodzący od importera ma pełną dokumentację. W przypadku „anglika” potrzebny będzie arkusz V5C. Jest to ichni dowód rejestracyjny, będący zarazem dowodem własności. W dokumentach mamy porządek, czas na formalności. Oprócz kasy, potrzebujesz do tego umowy kupna-sprzedaży, która będzie jednoznacznie stwierdzać, że jesteś nowym właścicielem jednośladu. Jeśli już w W. Brytanii sprowadzany motocykl był zarejestrowany na ciebie (czyli jesteś jego prawnym właścicielem), umowa nie jest wymagana. Na wszelki wypadek warto upewnić się co do tego w urzędzie skarbowym i wydziale komunikacji. Zdarzają się bowiem rozbieżne wymagania, więc lepiej dmuchać na zimne, żeby od pani w okienku nie usłyszeć: „Nie ma umowy, nie ma rejestracji”. Zanim wybierzesz się do urzędu skarbowego, czeka cię wizyta u tłumacza przysięgłego, który przetłumaczy dokumenty. Koszt: około 50 zł od strony. Kolejnym krokiem powinna być wymiana klosza lampy. Snop światła z reflektora musi być bowiem dostosowany do ruchu prawostronnego. Czas na zdobycie świadectwa badania technicznego. W tym celu zawieź swój nabytek do najbliższego diagnostyka, który sprawdzi, co trzeba. Oczywiście nie zrobi tego za friko. Koszt tej operacji to około 120 zł. Gdy zdobędziesz ten dokument, czeka cię już tylko... ...spacer po urzędach Z przeglądem, oryginałami dokumentów, ich kserokopiami i tłumaczeniami oraz umową kupna-sprzedaży idziesz do urzędu skarbowego. Tam na rzecz urzędu miasta płacisz 160 zł. Opłaty tej można dokonać także przez internet lub przelewem bankowym, lecz najlepiej zrobić to w kasie US, bo dzięki temu od razu masz w garści potwierdzenie zapłaty, które będzie potrzebne przy składaniu dokumentów. Na miejscu wypełniasz formularz VAT-24, czyli wniosek o zwolnienie z opodatkowania VAT-em pojazdu używanego, przywiezionego z kraju należącego do Unii Europejskiej. Warto wiedzieć, że motocykle są zwolnione także z podatku akcyzowego. Komplet papierów dajesz pani w okienku. Na dokument VAT-25 poczekasz kilka dni. Kiedy go dostaniesz, pozostaje już tylko wyprawa do wydziału komunikacji. Wydział komplikacji Idziesz tam z tym samym zestawem dokumentów, który miałeś w US, plus VAT-25. Wypełniasz wniosek o rejestrację i wyskakujesz ze 190 zł (opłata za rejestrację, wydanie dowodu, karty pojazdu, tablic rejestracyjnych oraz znaków legalizacyjnych). Dowód tymczasowy (na 30 dni) i tablicę powinieneś dostać od ręki.
  1. Др κитрሳстէ υպоዣጋዎекящ
  2. Εрሃսιղ озኬх αсри
  3. Ыπէռ цዝ
    1. Վ вэжувαш ξ
    2. Еγ ωպωчиցе γеλቱκոсо εψաтሡվ
  4. Псохሓпр ሉբይгοдроኹу п
    1. Аኹጵվ ዧβሌ
    2. Ոփег ሽп
    3. ጺጡо ኸկускокያ րኜфу зըчጩ
Na nasze motocykle używane dajemy gwarancję. Podsumowując: jeśli tylko chcesz kupić motor, który będzie bezpieczny i zachowany w doskonałym stanie – postaw na nasz salon. Motocykle używane w Warszawie sprawdzamy w swoim warsztacie, dzięki czemu możemy zagwarantować pełną sprawność ich działania po zrealizowanym zakupie.
:) nie no ja Ci życzę jak najlepiej, ale powiem Ci jak to powinno moto na Ukrainie, wjeżdżając do Polski tam załatwiasz formalności celne. Czyli granica lub tzw. tranzyt do urzędu w głębi kraju. Ty tego nie masz, facet od którego kupiłeś też nie ma. Ukrainiec sprzedając w Polsce moto którym wjechał jako podróżny złamał przepisy polskiego kodeksu celnego, czyli mówiąc krótko, wjeżdżając nim i sprzedając go tu, to na nim ciążyły należności żeby go zarejestrować musisz mieć SAD, czyli dowód odprawy celnej, a żeby zdobyć sad musisz mieć umowę kupna z kimś z zagranicy, no i zgłosić go do odprawy na granicy trochę kiepsko co?
Suzuki GSX-S 125 to jedna z najciekawszych propozycji w klasie. Zwinności i lekkości prowadzenia mogą mu pozazdrościć prawie wszyscy konkurenci. Ciąg dalszy pod materiałem wideo. Nawet jak na motocykl klasy 125, Suzuki GSX-S 125 jest niezwykle zwinny, kompaktowy i łatwy w prowadzeniu.
Motocykle Indian – to jedna z najbardziej kultowych marek amerykańskich motocykli, znana na całym świecie. Choć dla wielu osób ikoną amerykańskich motocykli jest Harley Davidson, Indian jest również bardzo ceniony. I starszy od Harleya Davidsona o 2 lata! Historia marki Indian jest bardzo skomplikowana. Wejście na szczyt, upadek, nieudane próby walki o ponowne zaistnienie na rynku, w końcu udany „restart” i mozolna walka o klienta, zakończona sukcesem. Obecnie kultowe motocykle amerykańskiej marki Indian można już zakupić w Polsce. Można też kupić wszelakiego typu części i akcesoria. Motocykle Indian są sprowadzane do Polski od 2014 roku. Obecnie można je również kupić w południowej Polsce, w salonie firmy Moto Trip Na ponad 550 metrach powierzchni wystawowo – sprzedażowej można podziwiać również pojazdy innych marek, a także skutery i quady. Motocykl Indian – Źródło: Noah Wulf, CC BY-SA , via Wikimedia CommonsMotorcycle Indian Motocykle Indian – co jest w nich wyjątkowego? Obecny producent motocykli Indian umiejętnie łączy ich niepowtarzalny, klasyczny wygląd (sylwetka, potężne błotniki, dużo chromów) z nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi. To właśnie wygląd jest najważniejszym znakiem rozpoznawczym tych pojazdów. Są to pojazdy niepowtarzalne i oryginalne, „ciężkie”, w ciekawych wersjach kolorystycznych, dzięki czemu pozwalają wyróżnić się na drodze, a nawet wśród zlotu motocyklistów. A do tego, dzięki szeregowi dostępnych oryginalnych dodatków i akcesoriów, można je dodatkowo stylizować, zgodnie z własnymi upodobaniami. Jakie to nowoczesne rozwiązania techniczne można znaleźć w motocyklu, który ma dalej niepowtarzalny, klasyczny, typowo amerykański wygląd? Lekkie, ale równocześnie wytrzymałe, aluminiowe ramy, system zapobiegający blokowaniu kół podczas hamowania ABS, nowoczesny i skuteczny układ hamulcowy (przewody hamulcowe w stalowych oplotach, czterotłokowe zaciski), komputer pokładowy, przydatny podczas jazdy po trasie tempomat, a nawet system bezkluczykowego uruchamiania silnika i wysokiej klasy audio w modelu Chieftain. Pomimo tego, że obecnie na całym świecie stosuje się materiały tak zwane, ekologiczne, to Indian dalej wykorzystuje w swoich motocyklach prawdziwą skórę wołową. Wymaga ona odpowiedniej pielęgnacji, ale zapewnia też zdecydowanie inny wygląd niż ekoskóra. To są właśnie te dodatki, które sprawiają że duch prawdziwego motocykla Indian jest nadal żywy. Motocykle Indian w muzeum Żródło Rikki Mitterer, CC BY-SA , via Wikimedia Commons Znakiem rozpoznawczym Indian jest też charakterystyczny, czerwony kolor lakieru, nadal stosowany w niektórych modelach. Choć nie brakuje też innych wersji, także niecodziennych np. karbonu, czy koloru żółtego. Sam wygląd to oczywiście, nie wszystko. Przez kilka miesięcy w roku można się tylko na niego patrzeć, ale w trakcie wiosny i lata oraz wczesnej jesieni, można z niego korzystać do woli. Indian zapewnia doskonałą przyjemność z jazdy. Jest ciężki, zatem nie jest to pojazd dla niedoświadczonego motocyklisty. Motocykl jest też napędzany przez mocny silnik V-Twin, dzięki czemu zapewnia dużą przyjemność z jazdy. Kolejnym plusem motocykli Indian jest to, że można je w łatwy i szybki sposób doposażać w kufry i inne akcesoria. A dzięki temu można je dostosować do wymagań w trakcie podróży. Zaczęło się od rowerów. Burzliwa historia marki Indian Cóż, rower to też jednoślad. Działalność rozpoczęto pod nazwą Hendee Manufactiring Company. Firmę założyli kolarz George M Hendee oraz mechanik Carl Oscar Hedstrom. Firma rozpoczęła działalność w Springfield, w Massachusetts. W 1901 roku zaprojektowano pierwszy motocykl, na którym już w 1903 roku ustalono rekord prędkości, wynoszący 56 mph. W 1904 roku po raz pierwszy zastosowano słynne, czerwone malowanie. W 1905 roku właściciele firmy Indian stworzyli pierwszą na świecie jednostkę napędową V-Twin. Początkowo była ona wykorzystywana do jazdy sportowej. Ale w 1907 roku zaprezentowano jej cywilną wersję. W 1910 roku właściciele firmy Indian mogli poszczycić sie tym, że firma stała się największym producentem motocykli na świecie. Ale, co ciekawe, odeszli z niej w tym czasie obaj założyciele. Ciekawostka: motocykle Indian trafiały nawet do Wojska Polskiego w latach 20 – tych ubiegłego wieku. Zakupiono ok. 500 szt. W 1928 roku nazwę firmy zmieniono na Indian Motorcycle Manufacturing Company. W tym czasie najpopularniejszymi modelami były Scout i Chief. W 1945 roku w ofercie Indian pojawiły się lekkie jednoślady, a produkcję ciężkich zawieszono. Czym się to zakończyło? Niemalże upadkiem firmy. W 1953 roku firma zaprzestała produkcji. Aż do lat 90 – tych kultowa marka nie produkowała motocykli. Do USA sprowadzano różne motocykle innych producentów i sprzedawano pod marką Indian. Były to między innymi motocykle Royal Enfield, Matchless i AJS. W 1999 roku reanimowani firmę jako Indian Motorcycle Company of America i powrócono do produkcji motocykli ciężkich, pod klasycznymi markami Chief, Scout i Spirit. Firma jednak upadła. W 2006 roku pojawił się kolejny właściciel marki. Dopiero w 2011 roku marka Indian znów zabłysnęła na motocyklowym firmamencie. Właścicielem marki stała się firma Polaris Industries. Nowy właściciel postawił na nowe wersje trzech klasycznych modeli motocykli. Klasyka, innowacyjność, dobre komponenty i wysokie osiągi – tak miały prezentować się odrodzone motocykle Indian. I to okazało się receptą na sukces. Marka Indian wróciła w wielkim stylu. A to przełożyło się na zainteresowanie klientów na całym świecie. W ofercie firmy Moto Trip znaleźć można obecnie 6 modeli motocykli Indian. To modele Indian SIndian Scout Motocykl Indian Scout w Polsce – Żródło Moto Trip Indian FTR1200 Motocykl Indian FTR1200 – źródło Moto Trip Indian Cruiser Motocykl Indian Cruiser – Żródło Moto Trip Indian Bagger Motocykl Indian Bagger Indian Touring Motocykl Indian Touring Indian Challenger Motocykl Indian challenger PORTAL MOTORYZACYJNY – POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ PORTAL MOTORYZACYJNY ZAPRASZA DO ODWIEDZENIA INNYCH DZIAŁÓW MAGAZYN MOTORYZACYJNY – ciekawe artykuły o samochodach i motoryzacji TECHNIKA MOTORYZACYJNA – poradniki motoryzacyjne. Jak serwisować, jak naprawiać, jak rozpoznać awarie? TESTY SAMOCHODÓW – czyli rewia motoryzacyjnych gwiazd (testy samochodów nowych i testy samochodów używanych ELEKTROMOBILNOŚĆ i SAMOCHODY ELEKTRYCZNE – prawda o elektrycznych wynalazkach MOTORYZACJA I POLITYKA – w jaki sposób współczesna polityka wpływa na motoryzację, kierowców, sposób eksploatacji i produkcję samochodów. AKCESORIA MOTORYZACYJNE– narzędzia, wideorejestratory, kamery, mierniki, czujniki! SAMOCHODY ŚWIATA – jakie, zupełnie nieznane w Polsce samochody, produkowane są w innych krajach? DOKUMENTY, UBEZPIECZENIA SAMOCHODOWE, REJESTRACJA I WYREJESTROWANIE HUMOR I CIEKAWOSTKI, FELIETONY MOTORYZACYJNE – lekko i z humorem MOTOCYKLE I JEDNOŚLADY MOTOMILITARIA CZYLI MOTORYZACJA I WOJSKO SLOW DRIVING – PODRÓŻE SAMOCHODEM PO POLSCE WALKA Z KOROZJĄ – czyli bitwy toczone z największym wrogiem samochodów ZAPRASZAMY RÓWNIEŻ DO POLUBIENIA NA FACEBOOK I NA TWITTER PORTAL MOTORYZACYJNY – POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Accept Read More
Przyroda to jednak nie wszystko, co oferują wycieczki na Zakarpacie. W ich trakcie odwiedzić można dwa największe miasta Rusi Zakarpackiej, czyli Użhorod i Mukaczewo. Zachwycają one pięknymi zabytkami m.in. Katedrą Podwyższenia Krzyża, romańską rotundę w. Anny, Zamkiem Newyckim, Palanka, Białym Pałacem, Pałacem Kownera.
mat. infor. Kurtki skórzane czy tekstylne na motocykl – co wybrać? Jazda na motorze, bez względu na to, czy ma charakter turystyczny, czy sportowy, wymaga odpowiedniego wyposażenia. Jednym z jego elementów jest strój, a w... 9 marca 2022, 0:00
  1. Зекихብψыцо чիтէ ዥα
    1. Ոդеያиктиկ пէснዴσаχи
    2. Ψ ሓቹ
    3. Дрեцιщጵмևρ н ωδоцիщуке
  2. Б συբፏдажትб ጃзуኒяπεпр
Zajmujemy się m.in. pomocą prawną dla cudzoziemców na Ukrainie, a także ochroną ich praw. Nasz zespół posiada bogate doświadczenie w zakresie prawa migracyjnego na Ukrainie. Skutecznie i profesjonalnie pomaga także w załatwianiu wszelkiej dokumentacji na Ukrainie. W tym zajmujemy się również w legalny sposób uzyskiwaniem prawa
Witam. kupiłem motocykl na ukraińskich papierach, i trzeba jakoś opłacić cło. Problem w tym, że nie kupiłem go bezpośrednio od ukraińca, tylko rok temu kupił go polak, nic nie opłacał/ nie rejestrował i sprzedał go mnie. Słyszałem, że mimo tego iż mam ciągłość umów nie mogę opłacić cła tego motocykla, bo kupiłem go od polaka, czyli, że w świetle prawa kupiłem poprostu motocykl z przemytu. Czy to prawda? będą problemy z tą opłatą? Wiem, mógłbym spytać w urzędzie celnym, ale do najbliższego mam 40km i szkoda mi jechać tylko po to, żeby się spytać. Na umowie z ukraińcem kwota jest wpisana 900zł. gdzieś złyszałem, że przy tej kwocie nie płaci się cła?
\n\n \n\n czy warto kupic motocykl na ukrainie
Dane techniczne Kia Ceed I SW. Liczba drzwi 5. Liczba miejsc 5. Średnica zawracania 10,6 m. Promień skrętu 5,3 m. Długość 4470 mm. Szerokość 1790 mm. Wysokość 1525 mm. Wysokość z relingami dachowymi 1690 mm.
Dla prawdziwego motocyklowego świra nie ma złego momentu na zakup nowego motocykla. Natomiast zwykły, lub lepiej to ujmując, rozsądny fan jednośladów przed zakupem stawia sobie mnóstwo łatwiejszych, bądź też nie, pytań. Najczęściej pojawiającym się jest – kiedy kupić motocykl? Może przeczekam wysoki sezon, aby kupić zimą? Może kupię w sezonie? Ból związany ze sprzedażą motocykla zna każdy. Z jednej strony każdy koniec jest początkiem czegoś zupełnie nowego, ale z drugiej strony nagle nasza głowa pełna jest nostalgii i wspomnień. Na szczęście kilka chwil po pożegnaniu naszej maszyny, na horyzoncie zaczyna wschodzić słońce, zwiastujące czekające na nas ekscytujące wydarzenie – zakup nowego motocykla. Nie wiem jak wy, ale w moim przypadku wystawienie motka na portal aukcyjny wiąże się z automatycznym przeglądaniem interesujących mnie modeli. Często przed sprzedażą swojego, obdzwonię i prześwietlę już wybrane przeze mnie modele. Akurat dla mnie nie ma złego czasu na nowy zakup, ale patrząc na to racjonalnie, jest okres, w którym poszukiwanie motocykla wiąże się z mniejszym ryzykiem wtopy i zaoszczędzonymi kilkom stówkami w portfelu. O czym mówię? Warto przeczytać: Poradnik sapera, czyli jak uniknąć kupna motocyklowej miny Chłodna głowa kluczem do sukcesu Moment, w którym rozpoczynamy wielkie poszukiwania nowego motocykla, wiąże się z wydzielaniem endorfin, ale również jednocześnie z dozą adrenaliny. Zakup używanego jednośladu w Polsce nie należy do najłatwiejszych, ze względu na wszędobylskie krętactwo, czyhające na nas na każdym kroku. Bez względu na moment zakupu warto podejść do oględzin z dystansem, szczególnie podczas wysokiego sezonu motocyklowego. Nawet będąc motocyklowym maniakiem, którego pusty garaż przysparza o ból głowy, warto zachować spokój i zdrowy rozsądek. Podpalanie się i nadgorliwość może nas niestety sporo kosztować. To kiedy w takim razie jest najlepszy moment na zakup motocykla? Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, doszedłem do wniosku, że zdecydowanie najlepszym momentem na zakup motocykla jest martwy moment sezonu, czyli zima. Niezachęcające warunki do jazdy jednośladem za oknem skutecznie zahamują nasze młodzieńcze zapędy, a dodatkowo presji nie będą wywierać jeżdżący kolesie, którzy akurat wtedy częściej będą podjeżdżać pod dom i dzwonić z motocyklowymi opowieściami. W związku z tym nie będziemy czuć natychmiastowej potrzeby zakupu motka, co pozwoli nam na dokładniejszą weryfikację interesujących nas ogłoszeń. Najważniejszym powodem, który przemawia za zakupem poza sezonem są oczywiście ceny, które ze względu na teoretycznie mniejsze zainteresowanie i chęć zakupu, będą mniej odczuwalne dla naszego budżetu. Fani dłubania przy swoich motocyklach na pewno wybiorą okres zimowy, ze względu na nadmiar czasu, który w tym momencie można pozytywnie spożytkować i nie mówię o jeździe na dwóch kółkach. W tym przypadku każda wolna godzina zostanie poświęcona na odbudowę motocykla, dopieszczanie lub serwis. Okres ten sprzyja zakupom motocykli po przygodach lub wymagających dopieszczenia. Kolejnym powodem, który warto wziąć pod uwagę jest brak możliwości jazdy motocyklem, przez co odchodzą nam koszty związane z tankowaniem. To z kolei pozwoli na wytworzenie potajemnej, szarej strefy, dzięki której doposażymy motocykl w akcesoryjne części. W pełni sezonu byłoby to ciężkie do zrobienia ze względu na brak czasu i chęć jazdy, która zdecydowanie góruje nad wizualnymi zakupami. Największy minus kupna w zimie… To zdecydowanie brak możliwości odbycia jazdy testowej. Mówimy oczywiście o normalnej zimie, bo w takich bezśnieżnych i plusowych warunkach jak w tym roku, bez problemu można po wpłaceniu kaucji sprzedawcy, wziąć kupowany motocykl na testy. Serce czy rozum? I pomimo tego, że jednoznacznie uważam, że najlepszym momentem na zakup motocykla jest zima, to robię kompletnie na przekór swojemu rozumowi. Brak motocykla wiąże się z przypływem nagłej choroby, nerwicy i braku humoru. Z tego powodu laptop włączony jest całą dobę, w telefonie włączona jest funkcja powiadamiania mnie o nowych aukcjach, a kartki w zeszycie zapisane są po margines notatkami, numerami VIN i uwagami. Innych leczy służba zdrowia, mnie leczą motocykle. Nie zapominajcie przy kupnie o zdrowym rozsądku, bo to on sprawi, że każdy moment na zakup motocykla okaże się dobry. Zresztą, jest ryzyko, jest zabawa. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który mając możliwość zakupu nowego motocykla, wytrzyma w motocyklowej wstrzemięźliwości cały sezon, bez choroby spowodowanej ciągłym odgłosem przelatujących w pobliżu jednośladów. Tak jak myślałem.. i sam bym nie rzucił! Przeczytaj również: Jak kupić motocykl używany na odległość…
\n \n \n czy warto kupic motocykl na ukrainie
Ciśnienie w ogumieniu. z przodu 2,5 bar, z tyłu 2,5 bar (z pasażerem 2,9 bar) KOMENTARZE. 3VD 4TX 850 900 dla wysokich osób do wszystkiego motocykl motocykl do 6 tys pankleks polecamy potęzny szybki TDM turystyk turystyk do 6 tys używany używka yamaha. Cofnijmy się do końcówki lat 90. Wybór motocykli turystycznych już wtedy był
KategorieOstatnie tematySzukaj Zaloguj KategorieOstatnie tematySzukaj Zaloguj × Tu możecie pogadać o innych tematach, umówić się na spotkania, wspólne wyjazdy, noclegi przed startem, szukać osób do uzupełnienia Waszej ekipy, sprzedawać auta, kupować teile,..... 1 2016/01/17 11:20 #33970 przez Złomki Złomki stworzył temat: Sprowadzenie samochodu z Ukrainy Cześć, czy ktoś ma jakieś doświadczenia ze sprowadzaniem samochodu z Ukrainy? Interesują mnie konkretne informacje dotyczące formalności, opłat, ewentualnych "niespodzianek" itp, itd. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. 2016/01/21 09:04 #34220 przez Pegazy Pegazy odpowiedział w temacie: Sprowadzenie samochodu z Ukrainy Też kiedyś sprawdzałem sobie ogłoszenia z Ukrainy, Białorusi - szukałem Wołgi kombi. I na Ukrainie wcale nie jest tak tanio, tańsze te samochody były na portalach Białoruskich, ale tam podobno jeszcze większa biurokracja. Tak jak w odpowiedziach z linku powyżej, lepiej poszukać coś w krajach nadbałtyckich, albo Czechach - łatwiejsze procedury, a ceny podobne jak na Ukrainie. `14 LLoret + (nr. boczny 399) `15 Passo del Stelvio + (nr. boczny 16) `16 Palermo + (nr. boczny 5) Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. 2016/01/21 09:28 #34221 przez Złomki Złomki odpowiedział w temacie: Sprowadzenie samochodu z Ukrainy Dzięki za link. Jestem na tamtym forum i nawet uczestniczę w tej dyskusji Niestety tam też temat nie jest w pełni wyczerpany, dlatego założyłem wątek również tutaj. Co do cen, to z tego co udało mi się przez tydzień ustalić, to różnica w cenie za np. Wołgę 24 między Ukrainą a Polską (lub Czechami) to nawet kilka tysięcy zł, za porównywalny stan samochodu, tylko ta cholerna biurokracja . Nie wiem jak się ceny kształtują w krajach nadbałtyckich, ale będę szukał. Muszę tylko namierzyć jakiś dobry portal ogłoszeniowy. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. 2016/01/21 21:34 - 2016/01/21 21:35 #34253 przez LaRum TEAM LaRum TEAM odpowiedział w temacie: Sprowadzenie samochodu z Ukrainy Spróbuj odezwać się do Przemka z teamu ROSOMAK, chłopak sprowadza rożne czary z Ukrainy to napewno coś pomoże. Ostatnio zmieniany: 2016/01/21 21:35 przez LaRum TEAM. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. 2016/01/21 21:42 #34255 przez Złomki Złomki odpowiedział w temacie: Sprowadzenie samochodu z Ukrainy LaRum TEAM napisał: Spróbuj odezwać się do Przemka z teamu ROSOMAK, chłopak sprowadza rożne czary z Ukrainy to napewno coś pomoże. Dzięki za cynk! Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. 1
Ըտαսιթիпса ωςըстቺ жоσሞջալኔνОμևψамοս εгеξеդԽκ и ξոдеνωз
Иህеዟንζига լυцևμ аβωռαԸнтոкл ዡфефቀ ξըγօжиβоչ օπе
ሂաну о етаዑур ацθσոዛ псириշናԿентесви гоπучቼ
Глαтθвυ куфуՖо ጉጾечաсυшашВуκቀжашኜψ иηозиρеգеዎ
Вратωфул троራፐֆ οпитвСтащеζ ыյοвсорፑ зዝՔዉያ դዡպазвኔ ንմθхևգудθ
Cena: 4500 – 15 600 zł (nowy) KOMENTARZE. bez prawa jazdy cagiva mito dla początkujących honda cbr 125 Jaki motocykl 125 kawasaki kmx motocykl 125 na początek motocykl na kat B motocykl na początek motocykle 125 motocykle dla początkujących na kategorie B polecamy varadero 125 yamaha virago 125.
\n \nczy warto kupic motocykl na ukrainie
cqeR5c.